czwartek, 26 stycznia 2017

Moja lista rekomendowanych książek na temat Holokaustu

Żeby nie było że mam fiksację i żem Germanofob (ci co przeczytali poprzedni wpis mogli nabrać takich podejrzeń), lista książek na pasjonujący mnie temat 2WŚ/Holokaustu:

Raul Hilberg: Sprawcy, Ofiary, Świadkowie. Zagłada Żydów 1933--1945 (tłumaczenie J. Giebułtowski) Centrum Badań nad Zagładą Żydów IFiS PAN/Cyklady, Warszawa 2006;

Raul Hilberg: Pamięć i polityka. Droga historyka Zagłady (tłumaczenie J. Giebułtowski) Centrum Badań nad Zagładą Żydów IFiS PAN/wydawnictwo Cyklady, Warszawa 2006;

Christopher R. Browning: The origins of the Final Solution. The evolution of the Nazi Jewish Policy, September 1939--March 1942, University of Nebrasca Press; Polskie tłumaczenie: Geneza ostatecznego rozwiązania. Ewolucja nazistowskiej polityki wobec Żydów. Wrzesień 1939--marzec 1942 Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2013;

Christopher R. Browning: Zwykli ludzie. 101. Policyjny Batalion Rezerwy i ostateczne rozwiązanie w Polsce Bellona 200 (nie do dostania nawet na Allegro!);

Christopher R. Browning: Pamięć przetrwania. Nazistowski obóz pracy oczami więźniów Czarne 2012;

Isabel Heinemann: Rasa, ziemia, niemiecka krew. Główny Urząd Rasy i Osadnictwa SS i nowy porządek rasowy Europy Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, Gdańsk 2014;

Nikolaus Wachsmann: Historia nazistowskich obozów koncentracyjnych Świat Książki 2016;

Ulrich Herbert: Werner Best. Studium biograficzne (tł. Magdalena Kurkowska) Wiedza Powszechna, Warszawa 2007

Wszystkie powyższe są świetne. Dwaj pierwsi autorzy to Amerykanie (well, Hilberg to Austriacki Żyd, a do USA trafił po tym jak po Anslussie Austrii rodzina wyjechała do Ameryki); Heinemann i Wachsmann są młodymi (oboje urodzeni w 1971 r) a Herbert nieco starszym (ur. 1951 r) historykami Niemieckimi piszącymi uczciwe książki na temat swojej trudnej historii (i dlatego nie jestem Germanofobem a wręcz przeciwnie).

Na liście nie ma żadnych Grosów, Libionek czy innych Danieli Goldhagenów (czytaliście coś ww.? No to zmarnowaliście czas). Arendt z jej bestsellerem o Eichmannie też nie ma (wg. Hilberga zżynała od niego i faktycznie jak się przeczyta SOŚ -- która została napisana wcześniej -- to książka Arendt niewiele wnosi, jeżeli coś w ogóle). Nb teza Arendt iż każdy może być masowym mordercą (banalność zła) jest moim zdaniem (i nie tylko moim) fałszywa: pierdoły i lenie nie mogą, a takich jest większość. Eichmann wcale nie był zwykły--był utalentowanym zarządcą, do tego niezwykle pracowitym. Można co innego zauważyć, że osobnik jest wybitnym fachowcem (w pewnej dziedzinie) a tak w ogóle jest debilem-- coś jak mentor Arendt, wybitny filozof, ale zadeklarowany nazista Martin Heidegger.

środa, 25 stycznia 2017

Polskie obozy zagłady

Niemcy od lat bezczelnie promują w mediach zwrot polskie obozy śmierci/zagłady. Jak im się powie, że to bzdura to oni na to że to skrót myślowy. Wiadomo że nie, bo co to za "polski obóz" Auschwitz, w którym zginęło 150 tys Polaków a literalnie żaden organizator/nadzorca z Polską nie miał nic wspólnego, a z Trzecią Rzeszą (czyli współcześnie z RFN oraz Austrią; w świetle prawa międzynarodowego oczywiście)-- wszystko.

Były więzień niemieckiego obozu Auschwitz Karol Tendera wystąpił z pozwem przeciwko ZDF w związku z jej internetowymi publikacjami zawierającymi określenie polskie obozy zagłady Majdanek i Auschwitz. a 22 grudnia 2016 r. krakowski Sąd Apelacyjny wydał prawomocny wyrok, na mocy którego ZDF powinna przeprosić Tenderę za użycie tych sformułowań i opublikować na swojej głównej stronie internetowej przeprosiny. Te ukazały się zaraz po ogłoszeniu wyroku, tyle, że według p. Tendery nie spełniały wymogów (z tego co mi się wydaje nie były na przykład zamieszczone na głównej stronie). W rezultacie tzw. polscy internauci zainicjowali zmasowaną akcję polegającą na publikowaniu w różnych mediach społecznościowych wpisów informujących o prawdziwym przebiegu wydarzeń.

No to ja się też dołączam do akcji na mój skromny, uczciwy sposób jak mawiał elektryk Hagen w powieści Das Boot (Lothar-Gunther Buchheim, s.148, tł. Adam Kaska, Bellona 2009).

Jak już jestem przy głosie to wyjaśniam, że specyfiką 3Rz był labirynt urzędów, z których każdy miał własne obozy. Obozy koncentracyjne, których pierwotną funkcją nie było masowe mordowanie, ale zastraszanie/izolowanie (KL) podpadały pod (WVHA). Obozy zagłady powstały w  wyłącznym celu sprawnego zamordowania niechcianej społeczności żydowskiej, a organizował je właściwy dla terytorium gdzie powstały (wyższy) dowódca SS i Policji (SSPF/HSSPF) czyli SSPF Globocnik (Lublin), któremu podlegały Treblinka/Sobibór/Bełżec oraz SSPF Koppe (Poznań) ze swoim Kulmhofem. BTW Koppe, którego Kulmhof było pionierską instalacją spokojnie dożył do 1975 r. w eNeRFju, a nie w żadnej tam Argentynie (cf. Wilhelm Koppe) co jest wśród niemieckich zbrodniarzy regułą, a nie wyjątkiem. Globocnik (Austriak nie Niemiec) niepotrzebnie popełnił samobójstwo--też by się pewnie wymigał... Ciekawostką jest, że nie było formalnej współpracy czy koordynacji pomiędzy WVHA a SSPF (co by świadczyło że nie było mitycznego master planu w temacie zagłady Żydów; była ogólna idea że mają zniknąć z 3Rz i improwizowana realizacja: każdy zainteresowany urząd działał jak umiał), a ofiary dostarczał jeszcze inny urząd -- RSHA/Eichmann -- (ah ta wspaniała Niemiecka koordynacja).

IPN opublikował mapkę niemieckich obozów zagłady/KL, na której na czerwono są KL a na czarno obozy zagłady (oryginał tutaj). Auschwitz/Birkenau/Majdanek formalnie były KL i podpadały pod WVHA, to że są na czarno wynika z faktu że były "wielofunkcyjne"... Podobnie wielofunkcyjne były Stutthof i Mathausen (formalnie KL) -- miały komory gazowe, w których mordowano ludzi -- ale nie są na czarno na mapie zapewne dlatego, że robiono to na mniejszą skalę niż w tych bardziej znanych z tego procederu...

Tak przy okazji: Niemiecka Gazeta dla Polaków Tomasza Lisa uważała w związku z "aferą ZDF" -- zupełnie przypadkowo zapewne -- za celowe przypomnieć o obozach na Śląsku zakładanych przez NKWD i polskich komunistycznych kolaborantów bezpośrednio po wojnie (kiedy Polskę można z całą pewnością uważać za kraj okupowany przez wrogie mocarstwo a zarządzany przez zainstalowany przez to mocarstwo rząd złożony z renegatów) typu kapitan Morel (mimo, że to tylko jeden awans -- nie mylić z majorem Szechterem, bo się autorytet zdenerwuje), określając je -- a jakże -- mianem "polskie".

Abstract for non-Polish readers

German public television station ZDF called the German concentration camps at Auschwitz and Majdanek/Lublin as "Polish death camps". For this action ZDF was sued by former Auschwitz prisoner Mr. Karol Tender and lost that case in court. The court ordered ZDF to publish an apology on their main page and to leave it visible for 30 days.

ZDF published required apology very discreetly, at the very bottom of their website with the title Karol Tenders Apology. It is visible only upon clicking the title. For this reason Polish Internet community declared (propaganda) war on ZDF on this issue (look for #GermanDeathCamps hashtag).

czwartek, 5 stycznia 2017

Minął rok obrony demokracji w PL

Rok zleciał na obronie demokracji, wypada podsumować.

Przyglądam się temu całemu KODowi z pewną ciekawością, ale bez specjalnego zdumienia. Z punktu widzenia motywacji uczestników można ich podzielić na następujące kategorie (IMHO oczywiście):

1) #Zafixowani: hejterzy (zwykle nie potrafią się do tego przyznać) zafiksowani na Kościele Katolickim/PiS/Kaczyńskim (PISofobia), dla nich KOD to sposób na przyjemne spędzania wolnego czasu w gronie im podobnych (stąd manifestacja KOD mało przypominają protesty -- wszyscy wiecznie uśmiechnięci);

2) #ŁowcyJeleni: politycy byłej władzy lub aspirujący do niej, media/celebryci przez kasę związani z poprzednią władzą np. GW/Polityka/Newsweek. Także różnej maści kombinatorzy starający się zarobić oferując różne usługi dużej grupie naiwnych/z problemami psychicznymi (co nie oznacza choroby--PISofobia nie jest chorobą, podobnie jak inne fobie) ludzi.

3) #Durnie: autentycznie przekonani, że Polska po wyborach 2015 obrała kurs na dyktaturę/faszyzm/demokraturę itp...; Zaczynają rozmowę Nie wolno pozwolić na demontaż państwa lub podobnym tekstem.

4) #Inni: wszyscy pozostali (w tym ludzie, którzy wydają się niezrównoważeni psychicznie i/lub funkcjonariusze stosownych służb).

Liczebność poszczególnych grup oceniam jak w powyższej wyliczance, przy czym czy #zafiksowani są liczniejsi niż #łowcyjeleni czy odwrotnie, to już nie jestem pewien. Do tego kategorie #1 oraz #3 niekoniecznie są rozłączne. Działania grup 1 oraz 2 oceniam jako racjonalne, grupy 3 jako nieracjonalne (stąd pejoratywne #durnie), zaś z grupą 4 jest pod tym względem różnie (niezrównoważeni są z definicji nieracjonalni; no a ci z służb cóż--chodzą do roboty po prostu).

Nawiasem ze znanych mi 2 osób (osobiście, nie z TV), zaangażowanych w tzw. obronę demokracji, jeden pasuje mi do kategorii #1 a drugi niestety do #3.

PS: ten tekst powstał jakieś dwa tygodnie temu. W tzw. międzyczasie lider ww. Komitetu dokonał tzw. samozaorania, ale to nie zmienia mojej klasyfikacji: Mateusz Kijowski (kategoria #2, aspirujący do koryta/łowca jeleni, ale niegramotny-amator więc game-over)

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Paradoks postępaka

Widzę w Internetach dużo kuriozalnych wpisów, w tym a zwłaszcza popełnionych przez ludzi deklarujących tzw. postępowe poglądy (przykład z niejakiego pana Wimmera -- dumnie przyznającego się do bycia (de)funkcyjnym członkiem tzw. Komitetu Obrony Demokracji -- w załączeniu).

Zrekapitulujmy zatem fakty:

#1: 25 grudnia 2016 wojskowy samolot transportowy lecący z podmoskiewskiego lotniska wojskowego Czkałowski do bazy lotniczej Hmejmim/Latakia (Syria) na noworoczne występy dla rosyjskich żołnierzy rozbija się niedaleko Soczi/Krym ok. 5.30 (czasu lokalnego/ 3.30 polskiego). Nikt nie ocalał. Giną m.in. żołnierze propagandowego oddziału Armii Czerwonej znanego pod nazwą Chór Aleksandrowa. Odział leciał zapewne wesprzeć morale (nadwątlone z całą pewnością mordowaniem kobiet i dzieci--można by sądzić po tym co piszą/nadają postępowe media na całym świecie, i nie tylko postępowe w tym wypadku BTW) rosyjskich lotników, więc chyba dobrze że nie doleciał? Niskie morale--więcej kobiet, dzieci i szpitali dziecięcych ocaleje...

#2: po serii porażek (Brexit, Trump itp.) postępacy znaleźli sobie nowego czarnego luda i nowe tłumaczenie (aka teoria spiskowa) czemu od pewnego czasu biorą spektakularnie/regularnie w djupę: niezwykle skuteczną ruską propagandę (#RuskiTroll, dawniej #CzarnaWołga). Powtórzę: skoro niezwykle niebezpieczni, bo skuteczni funkcjonariusze tej propagandy polegli, no to chyba dobrze. Oczywiście jak ginie człowiek itp, no ale na wojnie żołnierze giną--taka jest logika wojny: my albo oni, więc lepiej, że oni a nie my...

#konkluzja: nie zaraz, wielka strata dla kultury, ojej jaka tragedia. Nie-po-we-to-wana.

PS: i jeszcze kuriozalna ale i charakterystyczna dla tej grupy ludzi dyskusja po oświadczeniu p. Chabika, w tym tzw. miażdżący argument gimbazy: czy po Einsteinie też nie należało płakać, bo pracując przy bombie A był złym człowiekiem (sic!). Ach ci IYI (Intelectual Yet Idiot), może i był, ale pracował dla nas, a nie dla 3-ciej Rzeszy idioto.

środa, 21 grudnia 2016

Instalowanie skype w Fedora Linux

W zasadzie nie używam ale Elka chciała, w sumie też nie wiadomo po co. Okazało się że działa bezproblemowo, nie licząc problemu polegającego na blokowaniu ekranu logowania komunikatem o rzekomym błędzie nieprawidłowego adresu email (program nie czeka na wpisanie kompletnego emaila, tylko wyświetla okno z tekstem o błędzie i ni-chu-chu pozbyć się tego okna).

Skopiowane z tej strony.

## Doinstalowanie ew. brakujących zależności:
yum install alsa-lib.i686 fontconfig.i686 freetype.i686 \
  glib2.i686 libSM.i686 libXScrnSaver.i686 libXi.i686 \
  libXrandr.i686 libXrender.i686 libXv.i686 libstdc++.i686 \
  pulseaudio-libs.i686 qt.i686 qt-x11.i686 zlib.i686 qtwebkit.i686

## Ściągnięcie skype:
wget --trust-server-names http://www.skype.com/go/getskype-linux-dynamic

mkdir /opt/skype
tar xvf skype-4.3* -C /opt/skype --strip-components=1

## Link skype.desktop ##
ln -s /opt/skype/skype.desktop /usr/share/applications/skype.desktop

## Link icons (copy and paste all rows at once) ##
## Thank you Andrej Podzimek for this code and idea ##
for icon in /opt/skype/icons/*; do
ressuffix="${icon##*_}"
res="${ressuffix%%.*}"
ln -s "$icon" /usr/share/icons/hicolor/"$res"/apps/skype.png
done

## Update gtk icon cache (needed at least Gnome/GTK envorinments) ##
gtk-update-icon-cache /usr/share/icons/hicolor

## Create empty /usr/bin/skype file and set permissions ##
touch /usr/bin/skype
chmod 755 /usr/bin/skype

Teraz należy na przykład stworzyć plik skype w katalogu /usr/local/bin:

#!/bin/sh
export SKYPE_HOME="/opt/skype"
 
$SKYPE_HOME/skype --resources=$SKYPE_HOME $*

I to wszystko.

wtorek, 20 grudnia 2016

Moje placki z dyni i ziemniaków

Już się chwaliłem, że jestem wielkim fanem dyni. Potrafię zrobić zupę, placki a nawet ciasto (opisane w innym wpisie na tym blogu). No i zapiec w piekarniku:-) Jak wszystkie dania z dyni, które potrafię wykonać, placki są bardzo proste w przygotowaniu. Składniki:

200 g utartej na tarce dyni

200 g utartych na tarce ziemniaków (waga po odlaniu wody)

50 g cebuli (drobno posiekanej/utartej na tarce)

1 jajko (60 g)

20 g mąki tortowej

Ponadto: zielona pietruszka/szczypiorek (co kto woli), zioła (oregano/prowansalskie). Ja robię placki na ostro (jak robię dla siebie): dodaję ostrą paprykę i dużo pieprzu.

Wszystko należy wymieszać na jednolitą masę, która powinna być w miarę sucha (inaczej będzie problem z usmażeniem). Smażę na minimalnej ilości tłuszczu. Placki dają się smażyć i nie przywierają nawet jak cały olej wsiąkł we wcześniej usmażone i patelnia jest (prawie) sucha.

W tę niedzielę przygotowałem 6 powyższych porcji na okoliczność obiadu z teściową/teściem plus rodzina szwagierki, co dało 6 x 40 = 2,4kg tartej dyni i kartofli. Nie było łatwo ale dałem radę; zresztą okazało się, że grubo przesadziłem i pół placków zostało. Do placków był łosoś pieczony w piekarniku, a na deser ciasto z dyni (do tego była jeszcze zupa rybna, ale kupiona nie własnej roboty).

Montaż błotników SKS Bluemels

Ponieważ zamierzam ostro jeździć w zimie (bo zimy ostatnio się zrobiły dość łagodne) zmodyfikowałem swój rower MTB (koła 26 cali) pod kątem zabezpieczenia przed wodą. Do tej pory używałem błotników szybko montowanych: tylny -- SKS X-Tra Dry zakładany na sztycę plus jakiś tam tani przedni nasadzany na szynę przymocowaną do plastikowego korka wbitego w dziurę w rurze widelca. Patent na przedni widelec jest fajny, ale błotniki -- ponieważ jednak znajdują się w znacznej odległości od opony -- nie zabezpieczają przed wodą jak błotniki zamontowane porządnie.

Zdecydowałem się zatem na takie porządne i wybrałem SKS Bluemels. Do nabycia w CentrumRowerowym.pl za circa 95 PLN (z dostawą). Przed zakupem w CR sprawdziłem czy aby ktoś nie sprzedaje takowych na OLX. I faktycznie sprzedawał, praktycznie nowe, za 70 PLN (z dostawą). Bonusem zakupu na OLX było też to, że pierwszy właściciel poprzykręcał te wszystkie druty, nakładki i śrubki, oszczędzając mi pewnie ze dwie godziny albo i więcej.

Montaż tylnego nie stanowił problemu: mój zmodyfikowany Author Traction ma dziury na błotniki w tylnym widelcu. Z przednim było gorzej -- widelec nie ma dziur montażowych. Kupiłem zatem na Allegro, w sklepie z częściami samochodowymi, cztery aluminiowe opaski/obejmy w osłonie gumowej-- z tego co mi się wydaje te obejmy normalnie używane są do tuningu motocykli czy coś w tym stylu. Z dostawą za obejmy zapłaciłem 40 PLN, czyli więcej niż 50% tego co za błotniki. Trochę dużo ale niech tam, bez dziadowania ma być...

Plan był taki, że dwie obejmy przykręcone na dole goleni widelca posłużą do przymocowania drutów, a do dwóch przymocowanych na górze dokręcę poprzeczną blaszkę, do której z kolei przyśrubuję błotnik (za uchwyt z dziurą, który normalnie pasuje do dziury w widelcu). Na razie szukam estetycznej blaszki i prowizorycznie unieruchomiłem błotnik opaskami zaciskowymi, ale już wiem że plan był dobry i błotnik dało się elegancko wpasować tak że nie lata, nie hałasuje i da się dość szybko zdemontować/zamontować z powrotem (trzeba było w tym celu trochę skrócić druty). No dałem radę tym razem...

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Kto nie ryzykuje nie pije szampana czyli kamera Contour #3

Na OLX kupiłem jeszcze jedną kamerę Contour (w wersji ROAM). Sprzedawana jako uszkodzona ponieważ nie ładuje się za 50 PLN. Myślę sobie bierę -- same uchwyty tyle są warte, o częściach zamiennych do moich dwóch pozostałych Contourów nie wspominając.

Contour/Roam ma wbudowany/niewymienny akumulator (o czym przyznam nie miałem pojęcia). Formatowanie karty odbywa się przez wsadzenie szpilki do dziury znajdującej się na tylnej ściance (zamiast przyciśnięcia niewielkiego guziczka jak w innych modelach). W mojej kamerze formatowanie jakby nie działa--wtykam szpilkę a reakcji nie ma; tyle że to nie problem, bo mogę sformatować inną kamerą (a być może i zewnętrznym programem, ponieważ tworzona podczas tzw. formatowania struktura katalogów nie wydaje się za skomplikowana).

Się okazało, że po wsadzeniu sformatowanej karty kamera się elegancko naładowała i jest moim zdaniem w 100% sprawna. Co więcej stała się moją ulubioną, bo akumulator (wbudowany) trzyma jakieś 30 minut dłużej niż w tych modelach w których jest wymienny (2,5 godziny vs 2 godziny).

No więc właśnie w taki sposób stałem się posiadaczem całkiem fajnej kamerki za jedyne 50 PLN :-)

Czujnik 1-Wire, USB-UART i nanoPi Neo

W ramach testowania nanoPi Neo podłączyłem do niego czujnik 18B20. Tym razem nie za pomocą układu MP00202 (FT232RL/DS2480B) który jest dość drogi (circa 60 PLN), ale wykorzystując USB-UART RS232 PL2303HX (za 4,40 PLN na Allegro + wysyłka.)

Podłączenie czujnika jest banalnie proste, mianowicie: styki oznaczone jako GND oraz +5V (na płytce układu USB-UART) łączy się z odpowiednimi stykami czujnika DS18B20, natomiast styki oznaczone jako RX oraz TX należy ze sobą połączyć a następnie połączyć ze stykiem DATA (środkowym) czujnika DS18B20.

I to wszystko. Korzystając z programu digitemp należy użyć digitemp_DS9097 (FT232RL/DS2480B działało z wariantem digitemp_DS9097U).

Nawiasem mówiąc nanoPi Neo działa tak średnio (wyrażając się oględnie), bo już go musiałem reistalować. Na dokładkę przy czytaniu dużych plików z pendrive'a USB się odłączał a system zgłaszał błędy -- powodem było być może zasilanie (jakiś super-wydajny zasilacz by pomógł/aktywny hub?).

Tak czy siak SheevaPlug działa mi bezawaryjnie a nanoPi Neo nie za bardzo.

sobota, 10 grudnia 2016

Moje ciasto z dyni

Jestem wielkim fanem dyni, a potrawy z tego warzywa są jednymi z nielicznych, które przygotowuję sam (bo to proste). Ciasto też jest bardzo proste. Składniki:

400 g utartej na tarce dyni (100 kcal)

240 g mąki (768 kcal)

150 g oleju (1236 kcl)

240 g jaj (4 jajka, 340 kcl)

50 g cukru (lub ksylitolu dla poprawienia dietetyczności, 400 vs 120 kcal)

Ponadto: 1 łyżeczka sody oczyszczonej, 2 łyżeczki proszku do pieczenia 1 łyżeczka cynamonu, suszone owoce i posiekane orzechy (zamiast rodzynek).

Używam dyni w odmianie Hokkaido, bo nie trzeba jej obierać i podobno jest słodsza (ale można też trzeć tradycyjną dynię).

Używam mąki orkiszowej, można innej.

Można oprócz cynamonu dodać kardamonu i/lub startego imbiru. Ze względów dietetycznych nie polewam ciasta niczym, tylko posypuję wiórkami kokosowymi, i też jest dobre, ale jak ktoś chce to może je oblać polewą (czekoladową na przykład).

Także ze względów dietetycznych redukuję ilość niektórych wysokokalorycznych składników, dodając 3 łyżki stołowe oleju (około 30g) zamiast tych 150 g z przepisu, oraz ograniczając liczbę jajek do 3 (a można, i wyjdzie, bez jajek).

Teraz wszystko należy wymieszać na jednolitą masę dolewając w miarę potrzeby odpowiednią ilość mleka lub mleka kokosowego lub wody. Wariantu z wodą nie ćwiczyłem, zrobiłem raz jeden wariant wegański tego ciasta rezygnując z jaj i używając wyłącznie mleka kokosowego i też było dobre.

Masę przekładam do tortownicy i wstawiam na godzinę do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Ponieważ w moim piekarniku góra ciasta robiła się sucha i twarda, to po 5--10 minutach przykrywam je folią aluminiową (nie robię tego od razu żeby folia się nie przykleiła do mokrej i lepkiej masy). W tym też celu (żeby nadmiernie nie wyschło) po wyjęciu z piekarnika polewam górę odrobiną mleka/mleka kokosowego (być może niepotrzebnie).

Jestem w stanie przygotować takie ciasto w 30 minut (nie licząc pieczenia), w tym 10 minut zajmuje mi starcie dyni na ręcznej tarce.

Oprócz ciasta robię z dyni zupę, placki ziemniaczano-dyniowe oraz zapiekam po prostu w piekarniku i jem zapieczoną jako dodatek do drugiego dania. Zapiekanie jest wygodną formą utylizacji resztek dyni, pozostałych po przygotowaniu ciasta.

środa, 30 listopada 2016

Contour vs Contour2


#1

#2

#3

#4

#5

Tydzień walczyłem z kamerką Contour2, kupioną oczywiście używaną na OLX żeby było bardziej ryzykownie:-). Ta nie działała, podejrzewałem że jest uszkodzona, a nie na 100% sprawna, jak była opisywana i chciałem zwracać, tyle że poprzedni właściciel nie chciał brać z powrotem, więc przyjrzałem się dokładniej czemu nie działa i problem wydaje się rozwiązałem. Otóż gniazdo na baterię w nowym modelu jest ciutkę inne niż w starym (w starym było lepsze mówiąc krótko).

Bateria-zamiennik (często używana przez użytkowników, bo to Nokia BL-5C za 20PLN zamiast oryginału za 100PLN) minimalnie luźniej w nim siedzi (na zdjęciu widać że różnica jest na poziomie mniejszym niż 1mm). Jak się używa kamery przyczepionej do czegoś co amortyzuje (np. na głowie nosi) to jest OK, ja przyczepiam do ramy roweru za pomocą czegoś co Contour nazywa flex strap mount (i co BTW uważam za najlepszy uchwyt do kamer, no chyba że ktoś lubi nosić kamerę na głowie, albo jest narciarzem--ja ani nie jeżdżę na nartach ani nie lubię kamery na głowie, bo człowiek wygląda jakby Robocop/Marsjanin) i na wybojach styki musiały tracić kontakt i kamera się -- prędzej czy później -- wyłączała. Poprzedni właściciel okazał się niewinny -- z (miejscami) burzliwej rozmowy wynikało, że używał kamery z innym uchwytem (na głowie), i znał tylko nową wersję kamery, ja z kolei od lat używam starej wersji kamery na ramie (i mi działała bezproblemowo). On nie miał pojęcia że jest problem, ja zakładałem że producent nie spieprzy gniazda baterii w nowej wersji i to co działało będzie działać dalej więc się nie przyglądałem dokładniej--niesłusznie. Widać, że chłopaki z Contoura chcieli utrudnić życie tym co używają zamienników i zaprojektowali nowe gorsze gniazdo na akumulator (ponieśli koszty żeby było gorzej--jaka to teraz powszechna strategia w biznesie).

Rozwiązaniem jest doklejenie 1mm czegoś do baterii BL-5C żeby była dłuższa albo kupno Chińskiej podróbki baterii do Contoura (por. zdjęcie).

Nowy Contour lepiej filmuje i ma GPSa. Pierwsze doświadczenia z tym GPSem są jednakowoż negatywne, bo długo trwa zanim złapie satelity. Ponieważ nie chce mi się czekać dłużej niż 1--2minuty wsiadam na rower z migającą diodą GPSa, tyle że w ruchu w życiu nie złapie sygnału -- mogę jechać kilometry i dioda ciągle miga--co świadczy że GPS nie złapał sygnału. Nie jest to wszakże istotne bo mogę dodać parametry jazdy z lepszym skutkiem z Garmina (wskazanie czujników typu kadencja/tętno) z wykorzystaniem Garmin Virb Edit.

Zdjęcia ilustrują problem. Zdjęcia #1: dociśnięta palcem bateria dedykowana prawie wcale nie przesuwa się w gnieździe; #2 -- dociśnięta palcem bateria BL-5C w widoczny sposób przesuwa się w gnieździe; #3 -- porównanie wymiarów (dedykowana jest ciut dłuża); #4 -- zatrzask ze skoblem (pod znakiem +) w starym Contourze (w nowym nie ma skobla, tylko przekręca się zatrzask, co też zwiększa luz); #5 -- widok z lotu ptaka:-)

Pierwszy udany film jest tutaj

PS: dodam na swoje usprawiedliwienie, że obudowa kamery wygląda straszliwie, co było głównym powodem nieufności do niej/do sprzedawcy (Zeszlifowana jakby wpadła pod walec drogowy. Mi to nie przeszkadza, a nawet wręcz przeciwnie, mogę na przykład poszpanować ("Co się stało...", "Eeee tam nic wielkiego")). Do tego przyszła z wyczerpaną baterią. Parę rzeczy trzeba było sprawdzić/ustalić zanim wpadłem na opisaną wyżej jakże banalną przyczynę problemów.