czwartek, 24 stycznia 2019

Spóźnione podsumowanie 2018


Dystans wg dni tygodnia

Średni dystans wg dni tygodnia

Dystans wg tygodni w roku

Średnio rocznie wg tygodni

To był rekordowy rok w wielu kategoriach:-)

Zacznijmy od pogody, którą mierzę od 2010 roku przypominam. U mnie średnia wyszła 9,56 C, do tej pory rekord to było 9,44 C w 2015 r. Szczegółowo to tak wygląda:

rok     : 2010  2011  2012  2013  2014  2015  2016  2017  2018
--------------------------------------------------------------
średnia : 8.65  8.94  8.17  8.63  9.33  9.44  9.18  8.75  9.56

Rekordowo niska była też suma opadów: 447.9mm (148 dni opadowych); dla porównania w 2017 roku spadło 763,8mm deszczu (194 dni). Rekord do tej pory to 2014 rok: 450,6 (148 dni) czyli w zasadzie tyle samo (z dokładnością do błędu).

Na rowerze przejechałem 19,100 km (302 razy, co nie oznacza dni, bo czasami były dwa razy dziennie). Poprzedni rekord z 2017 r wynosił 17,855 km. Z tej okazji podsumowałem swoje życiowe wyczyny, a mam statystykę szczegółową od 1993 r. Kurcze 26 lat pykło, w których to latach przejechałem prawie 210 tys km. Do tego w latach 1990--1992 przejechałem ponad 20 tys km, ale nie zachowała się niestety dokładna rozpiska. Z okazji tych wszystkich wyczynów podsumowanie zrobiłem wg dni tygodnia i wg. tygodni w roku (wg. miesięcy to liczę na bieżąco). Konkretnie to podsumowanie jest zestawem 7 wykresów słupkowych rysowanych w R. Dane do skryptu i sam skrypt jest z kolei generowany przez prosty program w Perlu:

  #!/usr/bin/perl -w
use Date::Calc qw(Week_Number Day_of_Week);

##my $RRcmd = 'R CMD BATCH'; ## see below

my $color= 'pink';
my $current_yr = 2019;

my %Miesiac = (1 => 'styczeń', 2 => 'luty', 3 => 'marzec', 4 => 'kwiecień',
        5 => 'maj', 6 => 'czerwiec', 7 => 'lipiec', 8 => 'sierpień',
        9 => 'wrzesień', 10 => 'październik', 11 => 'listopad', 12 => 'grudzień',);
my %DoWName = ( 1 => 'pon', 2 => 'wto', 3=> 'sro', 4 => 'czw', 5 => 'pia', 6 => 'sob', 7 => 'nie' );


open(O, ">dow.R") || die "Cannot open!\n";
open(P, 'LANG=C grep "dist\|date" c*.xml|' ) || die "Cannot open!\n";

while (<P>) { 
  chomp();
  ##print ">>$_;";
  if (/date[^'"]+["']([0-9\/]+)["']/) {$date = "$1";}
  if (/dist[^'"]+["']([0-9\/]+)["']/) {$D{$date} += $1;}
}

close(P) || die "Cannot close!\n";

for $d (sort keys %D ) {    
  ($dyy, $dmm, $ddd) = split '/', $d;
  if ($dyy == $current_yr ) { next } ### skip as incomplete

  my $dow = Day_of_Week($dyy,$dmm,$ddd);
  $DoWs{$dow} += $D{$d}; $DoWNums{$dow}++;

  my $woy = Week_Number($dyy,$dmm,$ddd);
  $WoYs{$woy} += $D{$d}; $WoYNums{$woy}++;
  $RdT++;
  $Years{$dyy}=1;
}

@YNo = sort(keys (%Years));
$YNo = $#YNo +1;

print O "##Generated content == do not edit\n";
print O "##By Day of Week\n";
#
for $d (sort keys %DoWs) { 
  $mean = sprintf "%.1f", $DoWs{$d} / $DoWNums{$d}; 
  $t += $DoWs{$d}; 
  $days_totals .= "$DoWs{$d}, ";
  $days_means .= "$mean, ";
  $days_ns .= "$DoWNums{$d}, ";
  $days_labels .= "'" . $DoWName{$d} . "', ";
  ##printf "%-12.12s %7i %.1f (%i)\n", $DoWName{$d}, $DoWs{$d}, $mean, $DoWNums{$d};
  ;
}
$days_totals =~ s/, $//; $days_means =~ s/, $//;
##$days_ymeans =~ s/, $//;
$days_ns =~ s/, $//; $days_labels =~ s/, $//;

print O "days_totals <- c($days_totals);
  days_means <- c($days_means);
  days_ns <- c($days_ns);
  days_labels <- c($days_labels);\n";

print O "barplot(days_totals, 
 main='Distance (total $YNo[0]--$YNo[$#YNo]): $t kms', horiz=F,  
 names.arg=days_labels, col=c('$color'));
barplot(days_means, main='Day means ($YNo[0]--$YNo[$#YNo])', 
 horiz=F,  names.arg=days_labels, col=c('$color'));
barplot(days_ns, main='RideDays (total): $RdT', horiz=F,
 names.arg=days_labels, col=c('$color'));\n";

print STDERR "##Razem: $t\n";

##print "====\n";

print O "\n\n##By Week of Year\n";

for $w (sort {$a <=> $b } keys %WoYs) { 
  $mean = sprintf "%.1f", $WoYs{$w} / $WoYNums{$w}; 

  $vals_totals .= "$WoYs{$w}, ";
  $vals_ymeans .= sprintf "%.1f, ", $WoYs{$w}/$YNo;
  $vals_means .= "$mean, ";
  $vals_ns .= "$WoYNums{$w}, ";
  $vals_labels .= "$w, ";
}

$vals_totals =~ s/, $//; $vals_means =~ s/, $//;
$vals_ymeans =~ s/, $//;
$vals_ns =~ s/, $//; $vals_labels =~ s/, $//;

print O "vals_totals <- c($vals_totals);
  vals_ymeans <- c($vals_ymeans);
  vals_means <- c($vals_means);
  vals_ns <- c($vals_ns);
  vals_labels <- c($vals_labels);\n";

print O "barplot(vals_totals, main='Distance (total $YNo[0]--$YNo[$#YNo]): $t kms', 
  horiz=F,  names.arg=vals_labels, col=c('$color'));
barplot(vals_ymeans, main='Weak means ($YNo[0]--$YNo[$#YNo])', 
  horiz=F,  names.arg=vals_labels, col=c('$color'));
barplot(vals_means, main='Day means ($YNo[0]--$YNo[$#YNo])',
  horiz=F,  names.arg=vals_labels, col=c('$color'));
barplot(vals_ns, main='RideDays (total): $RdT', 
  horiz=F,  names.arg=vals_labels, col=c('$color'));\n";

print O "### ENDE!\n";

close(O);

print STDERR "##R dow.R\n";

system ("R", "CMD", "BATCH", "dow.R");
print STDERR "##xpdf Rplots.pdf\n";

print STDERR "##convert -density 300 Rplots.pdf opus_by_dow.jpg\n";
system ("convert", "-density", "300", "Rplots.pdf", "opus_by_dow.jpg");

Na koniec przyznam że mam mieszane uczucia co do zeszłorocznego wyczynu, w sensie że za dużo wyszło. Oprócz roweru też jest życie...

Tak więc w przyszłym roku raczej rekordu nie będzie.

Szkocka tragedia (po gdańsku)

Budyń-Adamowicz: ofiara. 36 rachunków bankowych i 7--9 mieszkań. Rada Nadzorcza GPEC (przewodniczący). Rada Nadzorcza Zarządu Morskiego Portu Gdańsk (od 2005r.)

Adamowiczowa: żona Makbeta.

Abramowiczowa Janina: teściowa Makbeta.

Stefan Wilmont: morderca. Zamieszkały w Oliwie. Skazany za 4 napady na placówki bankowe w Gdańsku (łącznie zrabował 13 tys PLN) na 5,5 roku pozbawienia wolności.

Dariusz Sokołowski: niepełnosprawny szef agencji ochrony Tajfun (z prokuratorskimi zarzutami za pobicie i bodjże porwanie) wynajętej do ochrony koncertu WOŚP w Gdańsku. BTW kiedyś był taki ktoś: Podinspektor Tadeusz Sokołowski, zastępca komendanta miejskiego policji w Gdańsku (2001).

Hieny (zamiast czarownic): setki nie będziemy wyliczać.

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Ogrzewane rękawiczki na rower

Zasilane z USB i zakupione na Allegro za 60 PLN. Drogo, ale spieszyło mi się. Wiem że z Chin via Ebay (na przykład) by było za 20 PLN. Rękawiczki przekombinowane: mają włącznik + trzy poziomy grzania przy czym różnic istotnych między poziomami nie odczuwam (słabo grzeją ale jak ręce nie będą zamarzać to bez znaczenia). Do tego są odłączalne, bo jakiś 30 cm od rękawiczki jest złącze typu jack. Kable są zresztą za krótkie z punktu widzenia moich potrzeb. No i jack się wysuwa łatwo...

Dolutowałem przedłużkę wypierniczając złącze. Pro memoria: czarny na wejściu jacka to biały na wyjściu, tj. od rękawiczki/czerwony na wejściu to szary na wyjściu.

Pro memoria, bo przelutowałem jeden, a drugi okręciłem na razie taśmą izolacyjną (żeby nie wypadał). Jak będzie mi się chciało to kiedyś przelutuję drugi więc warto wiedzieć, który z którym polutować bez rozcinania po raz drugi wtyczek. Dziś byłem w rękawiczkach i było OK. Ciekawe jak długo pociągną bo wyglądają dość delikatnie...

Paweł Adamowicz nie żyje

Wczoraj czyli 13 stycznia został zamordowany. Mordercą jest człowiek, który wcześniej był sprawcą 4 napadów na placówki bankowe, za które to napady został skazany na 5 i pół roku więzienia. Karę zakończył pod koniec 2018 r. (w grudniu bodajże).

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz został zaatakowany nożem na scenie WOŚP podczas wieczornego "Światełka do Nieba" w tym mieście. Na miejscu był reanimowany, potem został przewieziony do szpitala, gdzie był operowany. Napastnik to 27-letni mieszkaniec Gdańska z przestępczą przeszłością.

Wygląda na atak człowieka chorego psychicznie, ale nie zamierzam spekulować w tym temacie dołączając do chóru internetowych ekspertów od polityki/bezpieczeństwa/więziennictwa itd lub zwykłych hien usiłujących coś na tej tragedii osiągnąć typu naczelny Wyborczej Kurski czy korespondent Guardiana na Polskę Davies...

wtorek, 8 stycznia 2019

Jak zrobić gruzińskie mchali/pchali

W Gruzji tego nie jadłem przyznam. Wg http://obliczagruzji.monomit.pl/przepisy-kuchni-gruzinskiej/pchali-warzywna-kreatywnosc-w-orzechowym-sosie mchali/pchali to to samo. Zrobiłem wg. przepisu jak poniżej (przypuszczalnie stąd, ale już nie pamiętam na 100% https://www.vegestyl.pl/weganskie-przepisy/przystawki/pchali-gruzinskie):

300 g upieczonych lub ugotowanych na parze buraków; 150 g orzechów włoskich; 1 łyżeczka octu balsamicznego; 1 ząbek czosnku; natka pietruszki, kolendra; 1/2 nasion granata; 1 łyżeczka zgniecionych nasion kolendry; przyprawy: sól, pieprz, chili, tymianek, majeranek. Z taką modyfikacją że bez kolendry (zielonej) i granatów. Zamiast kolendry dałem więcej (zmielonych) nasion kolendry.

Przygotowanie: buraki ścieramy na tarce o grubych oczkach, a następnie rozdrabniamy blenderem podobnie, jak orzechy włoskie. Rozdrobnione buraki i orzechy łączymy razem, dodajemy wyciśnięty lub bardzo drobno posiekany czosnek, ocet winny, zgniecione nasiona kolendry, majeranek, tymianek, posiekaną natkę pietruszki, kolendrę i doprawiamy przyprawami. Wszystkie składniki dokładnie mieszamy. Z tak uzyskanej masy formujemy kulki i posypujemy granatem, pozostałą pietruszką i kolendrą.

Narobiłem się ja głupi, bo zmiksować coś tak niepłynnego, to nie jest prosta sprawa. Wyszła pasta oczywiście. Zrobiłem też wersję z dynią (zamiast buraków). Rezultat niepowalający w obu przypadkach i jakoś to nie za bardzo schodziło. Raczej nie będę tego robił więcej.

Do tego proporcja 300 g buraków/150 g orzechów jest mało dietetyczna/za bardzo kaloryczna. Alternatywna wersja mchali/pchali nie przewiduje miksowania buraków/orzechów. Po prostu buraki się trze na grubej tarce, posypuje orzechami i przyprawami (np. http://ugotuj.to/ugotuj/174600369/mchali+z+burakow/p/):

60 dag niedużych buraków ćwikłowych; 5 dag wyłuskanych orzechów włoskich; 2--3 łyżki posiekanej natki; 4 ząbki czosnku; 2 łyżki octu winnego; 3 łyżki oleju słonecznikowego; sól+ pieprz.

Buraki gotujemy lub pieczemy. Po opłukaniu w zimnej wodzie obieramy i ścieramy na tarce o dużych oczkach. Orzechy siekamy i mieszamy z burakami, natką, przeciśniętym przez praskę czosnkiem, octem i olejem. Przyprawiamy solą i pieprzem. Podajemy po schłodzeniu.

Muszę spróbować tej wersja, która wydaje się mieć dwie fundamentalne zalety: mniej kalorii (mniej orzechów -- 8,3% masy buraków zamiast 50%) no i nie przewiduje blendowania, które jest mocno uciążliwe.

Reasumując z kuchni gruzińskiej próbowałem już wykonać samodzielnie: mchali, badridżani z bakłażana (http://obliczagruzji.monomit.pl/przepisy-kuchni-gruzinskiej/baklazanowe-zawijasy-po-gruzinsku) no i czurczele. Bardziej skomplikowane rzeczy typu pierogi chinkali są nie dla mnie. Rezulatat mieszany: mchali i czurczele tak sobie. Badridżani może być ale żeby to jakaś superrewelacja była to też nie powiem. Planuję jeszcze spróbować pelamuszi (zamiast czurczeli), bo to w sumie to samo.

Przepisu na pelamuszi/pelamushi po polsku ni ma to załączam po angielsku, wg. https://www.washingtonpost.com/recipes/georgian-sweet-grape-puddings-pelamushi/14548/:

Tested size: 6-8 servings

Ingredients: 1/4 cup all-purpose flour; 1/4 cup extra-fine or finely ground cornmeal (harina de maiz); Small pinch fine sea salt, plus more for garnish; 32 ounces pure Concord grape juice; 1/4 cup honey, for garnish; 1/2 cup skinned, chopped hazelnuts (may substitute another tree nut), for garnish.

Directions: Whisk together the flour, cornmeal, salt and grape juice in a large saucepan over medium-high heat. Bring to a boil, stirring occasionally; cook for 1 minute, then reduce the heat to medium-low; cook for about 20 minutes, stirring often, until the mixture has reduced by about one-third and you can no longer taste the flour.

Divide the mixture among individual ramekins. Place them in the refrigerator to chill and set for several hours or up to overnight.

Preheat a toaster oven or oven to 300 degrees. Line a small baking pan with parchment paper.

Bring the honey to a boil in a small saucepan over medium-high heat; it will look sudsy. Stir in the nuts until evenly coated; remove from the heat after 30 seconds.

Spread the nuts in the baking pan and sprinkle lightly with salt; bake for 10 minutes, then transfer the nuts to a wooden cutting board to cool, turning them over after 2 or 3 minutes and breaking apart any large chunks.

Serve the chilled puddings in their ramekins, or turn them out onto individual plates. Garnish with the honeyed hazelnuts and a sprinkling of salt.

poniedziałek, 7 stycznia 2019

Zbieranie bursztynu na wyspie Sobieszewskiej

Na sprawą TV temat stał się modny. Ja się dowiedziałem o tym sporcie trochę wcześniej od kol. MK, który szuka bursztynu już od paru lat. Bursztyn zbiera się przeszukując wypłukane przez wodę patyki, których -- po sztormie -- są całe ławice. Można czekać aż morze ww. patyki wyrzuci na brzeg, ale lepsze rezultaty daje brodzenie w wodzie. Do tego potrzebne są wodery (minimum kalosze) i podbierak do zagarniania patyków. Bursztyn pływa i jest żółty więc da się go wyławiać podbierakiem (razem z patykami); alternatywnie wyciąga się w ciemno cały podbierak patyków na brzeg a potem wysypuje i ogląda zawartość. W nocy też można szukać, bo w świetle lamp UV bursztyn zabarwia się na żółto-seledynowo i dość wyraźnie go widać. Bursztynu szuka się po sztormie, przy czym wiać powinno w kierunku lądu czyli z północy. Jak nie wiało to go nie będzie, można nie chodzić i nie tracić czasu. W skrócie zatem naukowo: buty + podbierak + sztorm = bursztyn (bursztyn - podbierak = buty + sztorm zatem :-) ).

Więc poszliśmy (mój) pierwszy raz szukać 25 grudnia. Plaża była pusta, ale znaleźliśmy miejsce gdzie trochę tego bursztynu było. No ja byłem średnio przygotowany i wyszkolony. Nie miałem w szczególności wysokich butów i dość szybko woda mi się nalała. Zimno mi się przeraźliwie zrobiło. Byliśmy wszystkiego góra 2 godziny.

Potem był sztorm jak wiadomo. Pojechaliśmy w czwartek 3-ciego stycznia, sztorm jeszcze nie ucichł. Plaża i woda przy brzegu była czysta, w sensie nie było żadnych patyków. Nie było nawet sensu szukać. Przetestowałem nowej wodery z Decathlonu (149 PLN) + kurtkę HH (odgrzebaną z szafy). No tym razem byłem ubrany prawidłowo--jedyny problem to kończyny, zwłaszcza dłonie. Bo żeby zbierać bursztyn to lepiej zdjąć rękawice.

Kolejna wizyta w piątek--byliśmy na Sobieszewie rano, tuż po 4:00. Wiatr już ucichł, ale morze było jeszcze wzburzone. Na plaży były już miejsca, w których zaczęły gromadzić się wypłukane z dna patyki. Było już też sporo ludzi na plaży z latarkami UV. Nie było tylko bursztynu. Poszliśmy pokimać do samochodu, bo szkoda było marnować energię...

Około 7:00 następna próba. Morze wyraźnie spokojniejsze, jeszcze więcej ludzi na plaży, których stopniowo przybywa. W apogeum jest kilkaset osób, które gromadzą się w miejscach, w których fale wyrzucają patyki (i bursztyn). Pojawiają się też media (TVN, TVP, Fakt). Pan z lokalnej Panoramy nawet zrobił ze mną wywiad, ale się okazało, że byłem rezerwą. Puścili wywiad z kimś innym. Rozczarowujące... Zbieraliśmy bursztyn do 14:00. Ja uzbierałem ponad 400 g, w tym okoł 200 g w dużych kawałkach, reszta to okruchy. Nb. bursztyn jest lekki więc nawet całkiem spory kawałek nie waży dużo 12 gramów to mój rekord mówiąc konkretnie (kawałek 40mm długi 20mm szeroki no i jakieś 15mm gruby; wyłowiony z morza zresztą a nie znaleziony na brzegu). Okruchy ważą ułamki grama a wymiarowo zaczynają się od (dużego) łepka od szpilki -- żeby ktoś nie myślał że standardem jest okaz pokazywany w TVN. Absolutnie nie, taki gigant (wielkości pięści), to rzadkość -- ja nie widziałem żeby ktoś coś takiego wyłowił, no ale widać, że jak się ma szczęście to można.

Kolejna wizyta na plaży 6-tego stycznia. Trochę na pałę, bo było wiadomo że będzie tłum (niedziela). I był. Pełno patyków, gorzej z bursztynem. Jak zapadł zmrok się okazało, że nasze latarki UV to zabawki w porównaniu z tym co wyciągnęła konkurencja. Zwijamy manele koło 17:00. Słabo poszło...

Dziś (7 stycznia) pojechałem sam kontrolnie, bez sprzętu. Plaża pusta, morze spokojne, nie ma zbieraczy -- tylko nieliczni spacerowicze. Przeszedłem się od wejścia Orle do Ptasiego Raju zbierając okruchy bursztynu i robiąc zdjęcia. Nawet tych okruchów trochę było (więcej niż wczoraj, w tym trzy w miarę kuliste okazy 15mm--20mm średnicy ważące: niecałe 4 g, ciut ponad 4 g oraz największy -- 5,7 g. Razem wszystkiego wyszło 25 g.)

Teraz trzeba czekać na następny sztorm...

Zdjęcia z wypraw po bursztyn są tutaj: 0401 0601 0701

niedziela, 6 stycznia 2019

Jak zrobić gruzińską czurczelę

Czurczchela: Czurczchela -- gruziński deser produkowany z orzechów i winogron. Znany w Turcji jako Pestil Cevizli Sucuk. Orzechy są wiązane nićmi. Gotowane w soku z winogron i masie z mąki kukurydzianej oraz cukru tworzą coś na kształt podłużnych batonów. Zobacz też: http://weganon.pl/2016/03/gruzinska-czurczchela-2.html (albo wpisz w google Czurczchela).

Spróbowałem wykonać wg przepisu:

Składniki: 1 litr soku (świeżego) z jasnych winogron. ok. 5 łyżek mąki; szczypta soli; 140 g orzechów.

Orzechy nawlekamy na bawełniane grube nici, zawiązując na końcu pętelkę do powieszenia przyszłych orzechowych batoników. Otrzymałam 7 sztuk o długości 12--14 cm.

Sok z winogron podgrzewamy, aż się gotować. W odrobinie zimnego soku z winogron rozprowadzamy mąkę i wlewamy do gotującego się soku, dokładnie mieszając masę, która wyglądem będzie przypominać wodnisty kisiel. Zmniejszamy temperaturę. Po 30 minutach masa zacznie lekko gęstnieć i przybierze kolor jasnego toffi. Lekko solimy. Często mieszamy, by gęstniejący sok nie przywarł do dna garnka. Masa będzie przybierać coraz ciemniejszy kolor i zredukuje objętość. Pod koniec gotowania będzie wyglądała jak kajmak. Obtaczamy w masie sznurki orzechów i zawieszamy do zastygnięcia.

Przepis miejscami nie do końca precyzyjny, co rozumiem wynika ze zmiennej ilości wody w owocach i/lub upodobań kucharza. W szczególności brak jest czasu gotowania.

No to w moim przypadku było 1300 g soku (czyli nieco więcej niż w przepisie) i 100 g mąki. Razem 1400 g. Po 40 minutach gotowania waga masy wynosiła 1080 g.; 60 min. -- 960 g.; 90 min. -- 710 g.; 110 min. -- 580 g.; 120 min. -- 510 g. Czyli po 2 godzinach masa stanowiła 36% wyjściowej a po 110 minutach 41%.

Moim zdaniem przegiąłem pałę i zbytnio zredukowałem sok, co spowodowało, że nie szło w nim zanurzyć sznurka. Jeszcze pierwszy dało się w miarę łatwo oblepić (bo sok był gorący i było go najwięcej) ale już drugi z trudnością a trzeci okazał się ostatnim.

Wniosek: 2 h gotowania to za dużo. Wychodzi że godzina i 45 minut (albo i ciut mniej) absolutnie wystarczy. Albo redukcja masy do 42--45%. Jak mi się będzie chciało to takie będą parametry w drugim podejściu. Także w drugim podejściu bym spróbował wersji nieco bardziej slim, tj. wykorzystując sok z jabłek (tańszy i mniej kalorii), bo wprawdzie prawdziwe churczele są z winogron ale są też wersje z soku z granatów oraz jabłek (widzieliśmy w Gruzji). No i wreszcie bym rozpoczął od 3litrów soku, kończąć na 0,45 $\times$ 3 l = 1,35 l.

Jeżeli ktoś jest w stanie ocenić lepkość po wyglądzie, to po 2 h tak to wyglądało.

Piszę nieco bardziej, bo (podobnie jak wiele innych przysmaków z Gruzji) czurchela za sprawą zgęszczonych winogron/mąki/orzechów to bomba kaloryczna. Raczej nie należy się nią objadać...

niedziela, 9 grudnia 2018

Wałęsa krył pedofila?

WysokieObcasy czyli marka należąca do GazetyWyborczej opublikowała tekst o tym, że ksiądz Henryk Jankowski był pedofilem (nie czytałem). Temat podjęły inne media: Dorośli wiedzieli, że Jankowski -- jak mówili -- ,,gania za dziećmi''. Nagle został przeniesiony z parafii. ,,Po prostu zniknął, a potem stał się sławny''. Ks. Henryk Jankowski przez kilkadziesiąt lat wykorzystywał seksualnie dzieci. [...] Legendarny kapelan ,,Solidarności'' okazał się niebezpiecznym drapieżnikiem, który co najmniej od końca lat 60. przez kilka dekad wykorzystywał seksualnie dzieci. Od lat 90. na plebanii Jankowskiego pomieszkiwali ministranci i młodzi chłopcy. Podawali gościom alkohol, zostawali na noc, spali z Jankowskim w jednym łóżku. Widzieli to księża i politycy, ale nikt nie reagował.

No dobra kto to są ci Dorośli (zwani też księżmi i politykami, KiP): Lech Wałęsa, Bogdan Borusewicz, Jerzy Borowczak itd. itp. No ale na plebanii nie tylko bywali KiP, co najmniej należy dodać biznesmenów i dziennikarzy. Ci pierwsi to na przykład z okazji odbudowy całkiem niemałego kościoła i realizacji dziwacznego pomysłu bursztynowego ołtarza. A wśród tych drugich to i sam pan Adam Michnik się znajduje (lub jakiś jego podwłasny, który nie musiał przecież czekać 30 lat na zdemaskowanie potwora.)

Dlatego z ciekawością będę obserwował rozwój wydarzeń, ale i z pewnością że nasze skarby narodowe będą chronione do końca (ich lub chroniących). Pewności wszak nie ma co się stanie, jak na przykład Bolec nieopatrznie się wypuści za granicę do jakiegoś superpostępowego kraju...

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Sshfs w MS Windows

Elka przeszła na Win10. Do niczego to jej nie jest potrzebne za wyjątkiem sytuacji kiedy pojedzie na konferencję i nie może sobie poradzić (na przykład z rzutnikiem). Wtedy jeżeli w ogóle jest jakiś konserwator od komputerów (zwany szumnie panem informatykiem), to odmawia kooperacji widząc nieznany sobie system. Absolutnie go rozumiem zresztą. Zwłaszcza, że odmian Linuksa są dziesiątki...

Anyway, wszystko działa w tym W10, za wyjątkiem aplikacji pn finanse domowe, którą od lat używamy. Aplikacja jest banalnie prosta ale rozproszona -- każdy wpisuje swoje wydatki ze swojego komputera, do pliku w uzgodnionym formacie. Plik jest jeden i znajduje się na swerwerze plików. Skrypt łączy się z serwerem przez fuse/sshfs. Plik wydatków jest redagowany za pomocą Emacsa. Wpisanie google: sshfs windows skutkuje znalezieniem m.in. strony Windows sshfs clients, polecającej na pierwszym miejscu SFTPNetDrive. Ściągnąłem/zainstalowałem działa, ale nie końca.

Zmienia uprawnienia pliku. Uzytkownik windziany, że tak powiem zapisuje plik jako read-only dla innych użytkowników. Być może można prościej ale ja wymyśliłem takie oto obejście: skrypt użytkownika linuksowego nie tylko będzie montował stosowny katalog z serwera, ale także poprawi uprawnienia. W tym celu niezbędne jest korzystanie z programu sudo. Żeby z kolei sudo nie pytał się o hasło należy go skonfigurować (plik /etc/sudoers), jak poniżej:

## instaluję sudo (bo nie było)
apt-get install sudo
## dodaję użytkownika tomek do grupy sudo
usermod -a -G sudo tomek
### modyfikuję  /etc/sudoers
## User privilege specification
#root    ALL=(ALL:ALL) ALL
### Należy dodać
#tomek   ALL=(ALL:ALL) NOPASSWD: ALL
### ORAZ
## zmodyfikować wiersz dotyczący
## grupy sudo (bez tego nie działa)
#%sudo   ALL=(ALL:ALL) NOPASSWD: ALL

Potem modyfikuję skrypt łączący z komputerkiem, dodając na końcu następujące polecenie poprawiające uprawnienia do plików:

ssh tomek@umbriel 'sudo chmod o+w /media/usbstick/Logs/common/ETC/*'

Teraz działa

środa, 28 listopada 2018

Podsumowanie listopada

Wizyta w rezerwacie Ptasi Raj (26/10/2018)

Jeszcze formalnie październik, ale warto też wspomnieć w zestawieniu listopadowym, bo byłem pierwszy raz w życiu w rezerwacie PtasiRaj (Sobieszewo w kierunku Górek Zachodnich). Wrażenia pozytywne (przyroda) i negatywne bo coś śmierdziało i hałasowało non stop praktycznie. Ludzi mało, bo zwykły weekday i po sezonie. Hałas był niewielki--bardziej stanowił kontrast pomiędzy pierwotną przyrodą rezerwatu--człowiek myślał że jest w Białowieży a tu coś stuka i wierci w oddali (stocznie a głos po wodzie się niesie). Puściutka-dzika plaża, ale na horyzocie widać Port Północny albo instalacje Lotosu.

Teren zagospodarowany w tym sensie że są wytyczone ścieżki edukacyjne, tablice z opisami flory/fauny, dwie wieże obserwacyjne (lornetkę należy mieć koniecznie) a nawet restauracja (przed rezerwatem oczywiście) Wracając do smrodu, to może dzień był pechowy--też nie tak że jakość strasznie cuchnęło ale było czuć że bynajmniej nie jest to zapach bryzy-od-morza.

Stutthoff -- 1-sza wizyta (27/10/2018)

Pierwszy raz w Niemieckim KL w ogóle (nigdy nie byłem w Auschwitz/Majdanku itp). Nie lubię takich miejsc oglądać ale się reklamowali że jest wystawa czasowa pn `Prawo i zagłada' o roli Policji w Trzeciej Rzeszy w Zbrodniach (jak mniemam) No więc ponieważ interesuję się historią, a temat wydał się ciekawy to postanowiłem pojechać i obejrzeć. Upewniłem się czy w Sobotę działają. Działają tyle że krócej, bo mają imprezę plenerową później.

Jadę (rowerem). Dojeżdżam o 12:20 (wg info mieli działać do 13:00).
-- Wystawa?--no dziś zamknięta
-- Nosz kurna toż się pytałem
-- No to pracujemy ale wystawa zamknięta wyjątkowo bo mamy koncert o 18:00

Czyli typowe w PL-państwówce. Mieli pretekst to sobie poszli do domu o 12.45 (bo już o tej godzinie zamknęli bramę) bynajmniej nie pomagać przy imprezie (która zaczynała się za 5h). Ale jak już tam byłem, to wlazłem na teren. Niewiele tam jest do oglądania--prawie nic. Chyba że coś pominąłem ale raczej nie, by się w oczy rzucało. Nie ma atmosfery grozy miejsca zbrodni--taka łąka a la ośrodek wypoczynkowy tyle że płot z drutem kolczastym. Krematorium niby jest ale teraz to palenie zmarłych nie jest czymś niezwykły, izby w (bodajże czterech) barakach co zostały niezniszczone/albo je odbudowali -- przerobione na sale muzealne, urządzenia sanitarne nieliczne (jedna łazienka konkretnie).

Wiele instalacji (ogród obozowy) ewidentnie nieoryginalna. To co jest to gabloty z papierami i jakimiś drobnymi przedmiotami typu łyżka czy but...

Kopalino #1 (02/11/2018)

Pierwszy raz w życiu--ciekawe miejsce, zwłaszcza po sezonie.

Tutaj są zdjęcia.

Do Jankowa k/Kowal 03/11/2018

Tam w sklepie rowerowym A. Wojtasa (m.in. masażysta Bora-HansGrohe (B-HG)) fajna impreza była, o której się dowiedziałem z FB. Trwało to 2 godziny, w tym czasie właściciel sklepu (czyli Wojtas) opowiedział (w detalach) jak wyglądało odżywianie kolarzy podczas jednego (6 godzinnego) etapu Tirreno-Adriatico (na którym R. Majka zajął 2-gie miejsce BTW). W przerwach między gadaniem gotował ryż (z owocami--przepis na zdjęciu), z którego potem zrobił kostki po 60--70g (25g suchego ryżu podobno). Masa wskazówek jak uzyskać właściwą konsystencję, jak opakować żeby łatwo odpakować na rowerze itp...

Przy okazji wiele ciekawostek opowiedział na przykład na temat diety Sagana (że misie Haribo lubi i makaron z manufaktury Martelli co kosztuje B-HG całkiem okrągłą kwotę), że B-HG ma autobus restauracyjny, tj. kolarze jedzą w autobusie, a nie w hotelu (szybciej i lulu spać), że B-HG ma samochód meblowy i przed etapem taki samochód jedzie do hotelu i wymienia materace, kołdry, itp w pokoju na swoje. Że B-HG zatrudnia 80 ludzi (do obsługi 30 kolarzy) i ma budżet 22mln EUR z czego 4mln idzie na TdF.

Tutaj są zdjęcia.

Sztutowo #2 06/11/2018

Byłem w Sztuthoffie raz jeszcze. Wykorzystałem okazję bo Elka jechała do Łomży to mnie odstawiła do Nowego Dworu Gdańskiego więc praktycznie miałem w jedną stronę podwózkę. Obleciałem cały obóz. Poprzednio pominąłem parę rzeczy typu komora gazowa. Byłem też na tej wystawie co ją chciałem obejrzeć, ale okazała się w sumie lipą. Takie tam Niemieckie bicie się w piersi (jak już wszyscy potencjalnie do oskarżenia nie żyją)--bo wystawa jest Niemiecka. Ogólnie znane fakty; no i mała--kilkanaście plansz.

Ciekawostkowo: nie było ochrony, wlazłem ot tak. Do tej pory jak tam byłem dwa razy bodajże, to zawsze opiernicz od ochrony, że rower, nie wolno itp. Bo jak już się przejdzie przez bramę, to na terenie obozu nie ma żadnego dozoru, tylko napisy że kamery są...

Wystawa niemiecka była w szklarni. Poprzednio jak byłem, to nie mogłem wejść, bo szklarnia była zamknięta. Komuś kurna nie chciało się pójść i zamka przekręcić--bo reszta obozu była dostępna, a szklarnia -- nie wiedzieć czemu -- nie.

Tutaj są zdjęcia

Otwarcie mostu na W. Sobieszewską 10/11/2018

Przypadek polegał na tym że pojechałem celem zwiedzenia rezerwatu ,,Ptasi Raj'' a nie na otwarcie (o którym nie miałem pojęcia). Nawet chciałem poczekać i obejrzeć uroczystość ale chaos był i nie było wiadomo kiedy się zacznie. Otóż organizatorzy nie pomyśleli i moim zdaniem źle zaplanowali otwarcie. Postawili mikrofony na początku mostu i przewidzieli otwarcie-podniesienie jako gwóźdż programu (bo to zwodzony jest most). Widząc tłum na moście kazali ludziom stanąć przed mostem, co znakomicie pozbawiłoby wielu możliwości obejrzenia czegokolwiek. Więc przez 15 minut trwały targi żeby tłum się cofnął, a że się nie cofał to sobie odpuściłem. Tam z boku był plac było tam zrobić przemówienia a potem otworzyć most (na przykład.)

Co do smrodu, to był mniejszy i w innym miejscu. Las przy plaży pełen śmieci i ludzi (bo to sobota była). Za to nie było hałasu ze stoczni...

Tutaj są zdjęcia. A tutaj jest filmik.

Cmentarz francuski (12/11/2018)

Impreza na 100 lecie rozejmu kończącego 1-szą wojnę światową. Ja sie znam z konsulem honorowym rep. Francuskiej (też rowerzysta) to poszedłem z ciekawości. Miał być ambasador i w ogóle...

Przyjechałem grubo za wcześnie, bo mi się godziny pomyliły, ale nie byłem pierwszy. Młody mężczyzna jakiś chodził między grobami w zielonym berecie, ale ubrany w cywilne łachy. Sylwetka sportowa, ogolony łep na rekruta... Oho myślę ochrona ambasadora. Ale potem przyszedł drugi, starszy, o lasce z całą klatą w medalach w takim samym berecie. A potem następny i jeszcze następny, razem z 10 było, w różnym wieku. Się okazało że to Polacy, bo po polsku gadali. No to się przyjrzałem bliżej bo naszywkę każdy miał na ręce:

Legion Entrangere.

O-żesz. Mówili perfekt polszyzną (do siebie bo jak się ustawili do warty to przeszli na francuski) i bez przekleństw, a nie kurwa-kurwa co drugie słowo jak nie przymierzając b. premier Belka. Czyli selekcja jest i byle kogo do Legii nie biorą.

Ciekawostka #2. Były 2 przemówienia: krótsze ambasadora i dłuższe biskupa Głodzia, który pierdyknął mowę na 10 minut (albo i lepiej), ale o czym mówił to ja nie wiem, bo było po francusku... Szczena nie tylko mi chyba opadała bo generalnie ma on nie najlepszą opinię.

Tutaj są zdjęcia.

13/11/2018 Cmentarz angielski

Podobna impreza, ale w Malborku bo tam jest cmentarz Brytyjskiej Wsp. Narodów. Słabiej wypadło. Liczyłem na kobziarzy, a przyszedł tylko pluton w mundurach polowych + pułkownik z ambasady. Orkiestry nie było, tylko na trąbce sygnały grali. Za to miejscowi się starali (a w GDA nie--z UM/Urzędu Wojewódzkiego to ja w GDA nikogo nie widziałem.)

Był jeden kombatant (na zdjęciu), ksiądz anglikański. Po uroczystości Angole złożyli wieniec (z plastikowych maków) na jednym grobie. Pytam się czy to ktoś z ich jednostki (bo tam tradycja -- oddziały po 300 lat istnieją) ale nie rodzina przysłała/dała wieniec to położyli.

Powrót w ulewnym (miejscami) deszczu. Takie były w sumie prognozy ale miałem nadzieję. Jakoś takoś jednak nie przemarzłem (dobra kurtka przeciw deszczowa) i doturlałem się z Malborka do GDA, a tam do SKM-ki bo już mi się nie chciało przez miasto jechać.

Tutaj są zdjęcia

15/11/2018 Kopalino#2/Mechowo

Drugi raz się kopsnąłem w tym kierunku. Pierwszy raz byłem w Grotach Mechowskich. Atrakcja taka sobie--bilet trzeba kupić żeby nie tyle wejść--bo słowo grota to na wyrost jest -- co podejść do groty... Nie kupiłem:-) Spieszyło mi się, poza tym płot jest 5m od groty i jest ażurowy więc widać co jest za płotem...

Tutaj są zdjęcia.

Upgrade roweru

Cichcem zrobiłem upgrade swojej bryki CX kupując koła Campagnolo Vento (drugie od dołu:-) 1100 PLN nowe). Fajne koła za 400 PLN, używane, ale w dobrym stanie. Jeszcze nawet opony dodał gość, ale te akurat 23mm i dupiate (Hutchinson za 40 PLN nowe) w zasadzie do wywalenia, mimo że w dobrym stanie, m.in. dlatego, że ja definitywnie przeszedłem na 25mm.

Ponadto wymieniłem sztycę, bo w starej już dwa razy złamała się śruba mocująca. Niby firmowa (Amoeba), a miała IMO defekt konstrukcyjny: śruby mocujące siodło to zaledwie #5. No ktoś przesadził. Minimum 6mm i się nie łamią. Tu z kolei kupiłem niby karbonowego Ritcheya, a nieoficjalnie chińską podróbkę tegoż (za 170 PLN nie kupi się Richeya). Że chiński to wskazuje także to, że sztyca ma ciut za małą średnicę i się osuwała w rurze podsiodłowej. Okleiłem ją taką taśmą przeciwogniową z warstwą aluminium (klej ma toto dobry) i jakby teraz nie spada...

Jeszcze dokupiłem pedały jednostronne Kellys za 99 (przecenione z 300 PLN na Allegro). Fajne pedały. Wreszcie przypadkiem nowe siodło 4za za 95 PLN (czyli Ridley--żółte do żółtego roweru!) Kiedyś używałem podobnego siodła i się pałąk łamał--kijowe było, ale tamto to był Stratus a to Cirrus (wizualnie to to samo:-). Ten Cirrus to nawet jest tańszy--ale to może i lepiej, bo tańsze to często są trwalsze

Rower waży teraz 9,9kg (opony 35mm, dętki też niczego sobie) co uważam za b. dobry wynik.

niedziela, 4 listopada 2018

Towarzyszka partyjna Widmann ma pomysł

Pełnomocnik rządu federalnego ds. Integracji, Annette Widmann-Mauz (CDU), wzywa do edukacji seksualnej osób ubiegających się o azyl w Niemczech, po tym jak 7 Syryjczyków zostało aresztowanych i oskarżonych o gwałt we Fryburgu.

Ciekawe czemu tylko osób ubiegających się o azyl w Niemczech a nie wszystkich gwałcicieli? Jak równość to równość.

Nb. i celem przypomnienia: jak nam takie Parteigenossinen Widman rajfurzyły tzw. ,,dzieci-z-Aleppo'' to następujące argumenty podnoszono: że jak nie to xenofobia, że jak nie to strzał w stopę bo ubogacenie kulturowe, że jak nie to bezczelna niewdzięczność (forsa wzięta z UE zobowiązuje do wykonywania poleceń centrali--ex Tusk m.in. mówił takie cóś bez ogródek). No to teraz się wyjaśniło, że to co wzielim to by się teraz zwróciło w formie wydatków na bezpieczeństwo i edukację ,,dzieci-z-Aleppo''. Pan Bóg czuwał tym razem nad Polską i wybory 2015 skończyły się jak się skończyły...