piątek, 31 marca 2017

Ridley Fenix Alloy


Ridley Fenix Alloy

Mój nowy rower: Ridley Fenix Alloy (aluminiowa rama).

Wreszcie się przegryzłem z tematem i zakupiłem ww. ramę. W karbony nie wchodzę (mowa o ramie), być może lęk z gatunku irracjonalnych ale nie. Potem będę oglądał każdą rysę na ramie i przejmował się każdym trzaskiem...

Specyfikacja jest zatem następująca: rama -- Ridley Fenix Alloy (rozmiar L, 205mm długość główki ramy aka head tube. BTW Fenix ma widelec full-carbon od 2017 roku); osprzęt (10s) -- w zasadzie Campagnolo Centaur, ale korba jest Recorda (z 2008 roku chyba, jakiś starszy model); kierownica -- FSA Energy Compact; wspornik kierownicy -- Easton EA70 120mm; siodło -- Fizik Antares (pod kolor ramy kupione); koła Mavic Open Pro -- 32 szprychy; opony Vittoria Rubino Pro -- 25mm; wspornik siodła vel sztyca -- fałszywy (chiński) karbonowy Ritchey (0mm offset), pedały -- Wellgo MG8 (na razie, ale tak w ogóle to te MG8 bardzo mi się podobają, a ważą tylko 200g).

Rower waży 8,6kg (z pedałami, koszykiem na bidon i uchwytem na Garmin Edge500). Długość od czubka siodła do środka kierownicy -- 560mm, czyli krótko (dyskopatia się kłania). Różnica siodło-kierownica 105,5cm (od gleby do górnej powierzchni) - 97,0cm = 8,5cm.

UWAGA: specyfikacja na stronie Ridleya opisuje(wała) starą wersję ramy :-( Jak rama wygląda naprawdę dowiedziałem się jak przyszła. No więc jest więcej miejsca na opony. Ridley, którego używałem/używam do tej pory pozwalał na jazdę góra na maksimum 26mm oponach, w tym to i 35mm by wlazło. Ponieważ dłuższe są chainstaye (he he, widelec tylny jest większy) to i odległość buta od ramy jest większa--i bardzo dobrze bo w poprzednim to mi się noga obijała from-time-to-time.

Generalnie jest OK. Zresztą musi tak być po wydaniu +4 tysięcy na ramę i niezbędny osprzęt typu siodło, sztyca czy przerzutka przednia (reszta przełożona ze starego albo kupiona wcześniej).

Installing Ubuntu in Asus X205TA


Ubuntu 16.04 @ X205TA

MS Windows broke down making the box unusable (no keybord/mouse/WiFi etc...) and as Google says it is not easy to recover the system on this particular machine I try Ubuntu, which was installed within 30 minutes (including 20 minutes for copying the files)

Sound is not working, but I suppose it is just a problem of installing proper drivers. After intalling the system 21Gb of 30Gb memory is free, while it was only 10Gb left on Windows (due to 10Gb non-removable recovery partition).

Still any doubts which system is better?

Instalowanie Ubuntu na Asus X205TA


Ubuntu 16.04 @ X205TA

Popsuł się system. Nie mi tylko Jankowi, który usiłował go naprawiać (w jakimś serwisie). W rezultacie serwisant odtworzył system, który wszelako w zasadzie nie działał (klawiatura, touchpad, dźwięk, wskaźnik baterii i pewnie wiele innych rzeczy nie działały)...

Pisali kiedyś w Internetach, że Linuksa nie da się zainstalować, ale sprawdziłem czy stan rzeczy się nie zmienił. No i się zmienił, jest na przykład działająca wersja Ubuntu, której zainstalowanie zajęło mi 30 minut.

Wszystko działa za wyjątkiem dźwięku. Pewnie dźwięk też działa, potrzeba tylko pogimnastykowania się ze sterownikami. Na razie nie mam czasu...

W inferior-systemie (czyli w Windows) z 32Gb dostępnej pamięci, po zainstalowaniu kilku aplikacji zostawało 10Gb wolnego miejsca, ponieważ 10 Gb zajęte było przez recovery partition (której nie dawało się usunąć/przenieść na przykład na pamięć USB bez uszkodzenia systemu--w tym Asusie tak było), podczas gdy w Ubuntu jest do dyspozycji całe 30 Gb, a po zainstalowaniu systemu zostaje aż 21 Gb (dwa razy tyle co w Windows)

Any questions?

PS: dla pewności kopiuję procedurę instalacyjną z podanej wyżej strony

# Write ISO to USB
# Assuming USB flashdrive assigned to /dev/sdb
sgdisk --zap-all /dev/sdb
sgdisk --new=1:0:0 --typecode=1:ef00 /dev/sdb
mkfs.vfat -F32 /dev/sdb1
mount -t vfat /dev/sdb1 /mnt
7z x ubuntu-16.04.2-desktop-amd64-asus-x205ta-4.10-kernel.iso -o/mnt/
umount /mnt

# Installation on X205TA
# BIOS setup
# Make sure the X205TA is off & plug in the USB flash drive
# Start the X205TA and continue to press F2 to get into BIOS.
# Under Advanced tab, USB Configuration -> USB Controller Select set to EHCI
#   otherwise mouse and keyboard will not work
# Under Security tab, Secure Boot menu -> Secure Boot Control set to Disabled.
#   Otherwise, you may get a SECURE BOOT VIOLATION on boot.
# Under Save & Exit tab, Save Changes (NOT Save Chances and Exit)
# Lastly, while still in Save & Exit tab, under Boot Override,
# select the USB flash drive.

PS2: WiFi działało z USB, po zainstalowaniu systemu do pamięci komputera (bo on nie ma dysku) przestało. Jak rozwiązać problem jest na przykład tutaj.

czwartek, 16 lutego 2017

Wycieczka do Rzymu

Właśnie sobie uświadomiłem, że nie ma na blogu informacji o naszej wycieczce w zeszłym roku do Mediolanu, więc może kilka słów na początek o niej.

Wycieczka do Mediolanu o tyle jest bezproblemowa dla mieszkańców 3Miasta, że są tanie loty Wizzairem z Gdańska do/z Bergamo. Dalej się jedzie autobusem za kilka EUR. Kwaterę wynajeliśmy przez AirBNB, u francuskich studentek studiujących ekonomię na prestiżowym Luigi Bocconi. Panie dobrze się zapowiadają łącząc umiejętnie teorię z praktyką: wyglądało na to, że rodzice zafundowali im stancję a one cichcem dorabiały wynajmując jeden z dwóch pokoi przez AirBNB. Jak się trafił chętny -- tacy jak my -- to się przenosiła jedna do pokoju drugiej. Pomysłowe!

Co warto obejrzeć w Mediolanie? Zdecydowanie Muzeum Techniki jest obowiązkowe oraz Katedra (Duomo). Pałac Sforców już niekoniecznie. Ostatnia wieczerza DaVinci nie zrobiła na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia--bilety trzeba na nią kupować przez Internet.

Przedostatniego dnia pojechaliśmy rano do Bergamo. Tam cały dzień zwiedzaliśmy stare miasto (warto, ciekawe), potem nocleg także w kwaterze zarezerwowanej przez AirBNB. Następnego dnia na lotnisko i do domu. Udana wycieczka.

Zachęceni sukcesem z poprzedniego roku pojechaliśmy na wycieczkę do Rzymu na 5 dni. Konkretnie od 8 lutego do 12 lutego, tyle, że dwa dni były tym razem dojazdowe--w całości zajęte dotarciem na miejce/powrotem do domu. Długa podróż była spowodowana m.in tym, że akurat do Rzymu z Gdańska nie ma bezpośrednich połączeń lotniczych i trzeba lecieć z innego lotniska, np. z Warszawy. No więc najpierw Pendolino (50PLN/osoby) do Warszawy, potem samolotem do Fiumicino, potem autobusem do Rzymu w końcu metrem na miejsce zakwaterowania. Zaczeliśmy przed 6 rano, a na miejscu byliśmy o 19.00. Powrót w podobnym stylu i czasie. Kwatera też przez AirBNB i też fajna, a nawet najlepsza z trzech w jakich do tej pory byłem (osobna łazienka, czysto/schludnie, dobre wyposażenie kuchni, gospodarz mieszka osobno itp...)

Dzień pierwszy (czyli 9 lutego): całodzienne zwiedzanie muzeum Watyńskiego, rozpoczęte 1,5 godzinnym staniem po bilet. Bilet można kupić przez Internet ale potrzebna jest (podobno) karta kredytowa. My poszliśmy rano, ale i tak był kolejka, wokół której krążą ludzie (o śniadej/ciemnej karnacji zwykle) oferujący wejście bez kolejki za podwójną cenę. Chętnych nie ma zbyt wielu. W pakiecie z muzeum jest też zwiedzanie kaplicy Sykstyńskiej i bazyliki św. Piotra. Muzeum oczywiście należy bezwzględnie odwiedzić.

Dzień drugi: Rzym Antyczny też całodobowo. Bilet kupiony w kasie pod Koloseum. Też poszliśmy rano i tym razem nie było kolejki, ale jak wychodziliśmy z Koloseum kierując się na Palatyn/Forum Romanum (wspólny bilet), to już kolejka była, a wokół niej ludzie oferujący bilety (za większą cenę oczywiście). Tego dnia daliśmy ognia: 20 km per pedes...

Dzień trzeci: Do południa zwiedzanie tego co zostało do obejrzenia (główny punkt Termy Karakalli -- zdecydowanie warto) a potem obiad i jazda na stadion Olimpijski, na mecz rugby Włochy-Irlandia. Mecz zaczynał się o 15:30 ale woleliśmy pojechać z wyprzedzeniem żeby się nie spóźnić, jak coś pójdzie nie tak. Poza tym chcieliśmy poczuć atmosferę przed meczem/obejrzeć kibiców gromadzących się przed stadionem. Mecz super: 50 tysięcy widzówm, w tym tysiące Irlandczyków. Wynik 63:10 dla Irlandii BTW.

Dla tych co nie wiedzą: kibice Rugby się nie biją, a wręcz przeciwnie--się lubią. Agresywny kibic Rugby jest uważany przez innych za osobnika nienormalnego (jak chcesz się bić, to zapisz się do amatorskiej drużyny rugby i bij się wtedy (tj. na boisku) ile chcesz, po co na ulicach/trybunach?) Tym m.in. Rugby różni się zdecydowanie od patologicznej części kibiców piłki kopanej.

Dzień czwarty: powrót z Rzymu. Samolot był o 15:30 więc kilka godzin jeszcze połaziliśmy, zwiedzając głównie kościoły. W domu byliśmy już 13.02, bo TLK się spóźnił 30min (miał być planowo 23:36 a był kilka minut po północy).

W Rzymie (podobnie jak w Mediolanie) przed ważniejszymi obiektami stoją patrole wojska z długą bronią. Wejście do wybranych obiektów (np. Muzeum Watykańskie, Koloseum, kościół św. Jana na Lateranie) jest dodatkowo zabezpieczone bramkami bezpieczeństwa (tak jak na lotnisku). Te bramki są uciążliwe, zwłaszcza jak się ma na sobie dużo elektroniki.

Jakby ktoś chciał mieszkać tam gdzie my (szczerze mogę polecić), to kwatera jest pod adresem Via Britannia 31. .

czwartek, 26 stycznia 2017

Moja lista rekomendowanych książek na temat Holokaustu

Żeby nie było że mam fiksację i żem Germanofob (ci co przeczytali poprzedni wpis mogli nabrać takich podejrzeń), lista książek na pasjonujący mnie temat 2WŚ/Holokaustu:

Raul Hilberg: Sprawcy, Ofiary, Świadkowie. Zagłada Żydów 1933--1945 (tłumaczenie J. Giebułtowski) Centrum Badań nad Zagładą Żydów IFiS PAN/Cyklady, Warszawa 2006;

Raul Hilberg: Pamięć i polityka. Droga historyka Zagłady (tłumaczenie J. Giebułtowski) Centrum Badań nad Zagładą Żydów IFiS PAN/wydawnictwo Cyklady, Warszawa 2006;

Christopher R. Browning: The origins of the Final Solution. The evolution of the Nazi Jewish Policy, September 1939--March 1942, University of Nebrasca Press; Polskie tłumaczenie: Geneza ostatecznego rozwiązania. Ewolucja nazistowskiej polityki wobec Żydów. Wrzesień 1939--marzec 1942 Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2013;

Christopher R. Browning: Zwykli ludzie. 101. Policyjny Batalion Rezerwy i ostateczne rozwiązanie w Polsce Bellona 200 (nie do dostania nawet na Allegro!);

Christopher R. Browning: Pamięć przetrwania. Nazistowski obóz pracy oczami więźniów Czarne 2012;

Isabel Heinemann: Rasa, ziemia, niemiecka krew. Główny Urząd Rasy i Osadnictwa SS i nowy porządek rasowy Europy Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, Gdańsk 2014;

Nikolaus Wachsmann: Historia nazistowskich obozów koncentracyjnych Świat Książki 2016;

Ulrich Herbert: Werner Best. Studium biograficzne (tł. Magdalena Kurkowska) Wiedza Powszechna, Warszawa 2007

Wszystkie powyższe są świetne. Dwaj pierwsi autorzy to Amerykanie (well, Hilberg to Austriacki Żyd, a do USA trafił po tym jak po Anslussie Austrii rodzina wyjechała do Ameryki); Heinemann i Wachsmann są młodymi (oboje urodzeni w 1971 r) a Herbert nieco starszym (ur. 1951 r) historykami Niemieckimi piszącymi uczciwe książki na temat swojej trudnej historii (i dlatego nie jestem Germanofobem a wręcz przeciwnie).

Na liście nie ma żadnych Grosów, Libionek czy innych Danieli Goldhagenów (czytaliście coś ww.? No to zmarnowaliście czas). Arendt z jej bestsellerem o Eichmannie też nie ma (wg. Hilberga zżynała od niego i faktycznie jak się przeczyta SOŚ -- która została napisana wcześniej -- to książka Arendt niewiele wnosi, jeżeli coś w ogóle). Nb teza Arendt iż każdy może być masowym mordercą (banalność zła) jest moim zdaniem (i nie tylko moim) fałszywa: pierdoły i lenie nie mogą, a takich jest większość. Eichmann wcale nie był zwykły--był utalentowanym zarządcą, do tego niezwykle pracowitym. Można co innego zauważyć, że osobnik jest wybitnym fachowcem (w pewnej dziedzinie) a tak w ogóle jest debilem-- coś jak mentor Arendt, wybitny filozof, ale zadeklarowany nazista Martin Heidegger.

środa, 25 stycznia 2017

Polskie obozy zagłady

Niemcy od lat bezczelnie promują w mediach zwrot polskie obozy śmierci/zagłady. Jak im się powie, że to bzdura to oni na to że to skrót myślowy. Wiadomo że nie, bo co to za "polski obóz" Auschwitz, w którym zginęło 150 tys Polaków a literalnie żaden organizator/nadzorca z Polską nie miał nic wspólnego, a z Trzecią Rzeszą (czyli współcześnie z RFN oraz Austrią; w świetle prawa międzynarodowego oczywiście)-- wszystko.

Były więzień niemieckiego obozu Auschwitz Karol Tendera wystąpił z pozwem przeciwko ZDF w związku z jej internetowymi publikacjami zawierającymi określenie polskie obozy zagłady Majdanek i Auschwitz. a 22 grudnia 2016 r. krakowski Sąd Apelacyjny wydał prawomocny wyrok, na mocy którego ZDF powinna przeprosić Tenderę za użycie tych sformułowań i opublikować na swojej głównej stronie internetowej przeprosiny. Te ukazały się zaraz po ogłoszeniu wyroku, tyle, że według p. Tendery nie spełniały wymogów (z tego co mi się wydaje nie były na przykład zamieszczone na głównej stronie). W rezultacie tzw. polscy internauci zainicjowali zmasowaną akcję polegającą na publikowaniu w różnych mediach społecznościowych wpisów informujących o prawdziwym przebiegu wydarzeń.

No to ja się też dołączam do akcji na mój skromny, uczciwy sposób jak mawiał elektryk Hagen w powieści Das Boot (Lothar-Gunther Buchheim, s.148, tł. Adam Kaska, Bellona 2009).

Jak już jestem przy głosie to wyjaśniam, że specyfiką 3Rz był labirynt urzędów, z których każdy miał własne obozy. Obozy koncentracyjne, których pierwotną funkcją nie było masowe mordowanie, ale zastraszanie/izolowanie (KL) podpadały pod (WVHA). Obozy zagłady powstały w  wyłącznym celu sprawnego zamordowania niechcianej społeczności żydowskiej, a organizował je właściwy dla terytorium gdzie powstały (wyższy) dowódca SS i Policji (SSPF/HSSPF) czyli SSPF Globocnik (Lublin), któremu podlegały Treblinka/Sobibór/Bełżec oraz SSPF Koppe (Poznań) ze swoim Kulmhofem. BTW Koppe, którego Kulmhof było pionierską instalacją spokojnie dożył do 1975 r. w eNeRFju, a nie w żadnej tam Argentynie (cf. Wilhelm Koppe) co jest wśród niemieckich zbrodniarzy regułą, a nie wyjątkiem. Globocnik (Austriak nie Niemiec) niepotrzebnie popełnił samobójstwo--też by się pewnie wymigał... Ciekawostką jest, że nie było formalnej współpracy czy koordynacji pomiędzy WVHA a SSPF (co by świadczyło że nie było mitycznego master planu w temacie zagłady Żydów; była ogólna idea że mają zniknąć z 3Rz i improwizowana realizacja: każdy zainteresowany urząd działał jak umiał), a ofiary dostarczał jeszcze inny urząd -- RSHA/Eichmann -- (ah ta wspaniała Niemiecka koordynacja).

IPN opublikował mapkę niemieckich obozów zagłady/KL, na której na czerwono są KL a na czarno obozy zagłady (oryginał tutaj). Auschwitz/Birkenau/Majdanek formalnie były KL i podpadały pod WVHA, to że są na czarno wynika z faktu że były "wielofunkcyjne"... Podobnie wielofunkcyjne były Stutthof i Mathausen (formalnie KL) -- miały komory gazowe, w których mordowano ludzi -- ale nie są na czarno na mapie zapewne dlatego, że robiono to na mniejszą skalę niż w tych bardziej znanych z tego procederu...

Tak przy okazji: Niemiecka Gazeta dla Polaków Tomasza Lisa uważała w związku z "aferą ZDF" -- zupełnie przypadkowo zapewne -- za celowe przypomnieć o obozach na Śląsku zakładanych przez NKWD i polskich komunistycznych kolaborantów bezpośrednio po wojnie (kiedy Polskę można z całą pewnością uważać za kraj okupowany przez wrogie mocarstwo a zarządzany przez zainstalowany przez to mocarstwo rząd złożony z renegatów) typu kapitan Morel (mimo, że to tylko jeden awans -- nie mylić z majorem Szechterem, bo się autorytet zdenerwuje), określając je -- a jakże -- mianem "polskie".

Abstract for non-Polish readers

German public television station ZDF called the German concentration camps at Auschwitz and Majdanek/Lublin as "Polish death camps". For this action ZDF was sued by former Auschwitz prisoner Mr. Karol Tender and lost that case in court. The court ordered ZDF to publish an apology on their main page and to leave it visible for 30 days.

ZDF published required apology very discreetly, at the very bottom of their website with the title Karol Tenders Apology. It is visible only upon clicking the title. For this reason Polish Internet community declared (propaganda) war on ZDF on this issue (look for #GermanDeathCamps hashtag).

czwartek, 5 stycznia 2017

Minął rok obrony demokracji w PL

Rok zleciał na obronie demokracji, wypada podsumować.

Przyglądam się temu całemu KODowi z pewną ciekawością, ale bez specjalnego zdumienia. Z punktu widzenia motywacji uczestników można ich podzielić na następujące kategorie (IMHO oczywiście):

1) #Zafixowani: hejterzy (zwykle nie potrafią się do tego przyznać) zafiksowani na Kościele Katolickim/PiS/Kaczyńskim (PISofobia), dla nich KOD to sposób na przyjemne spędzania wolnego czasu w gronie im podobnych (stąd manifestacja KOD mało przypominają protesty -- wszyscy wiecznie uśmiechnięci);

2) #ŁowcyJeleni: politycy byłej władzy lub aspirujący do niej, media/celebryci przez kasę związani z poprzednią władzą np. GW/Polityka/Newsweek. Także różnej maści kombinatorzy starający się zarobić oferując różne usługi dużej grupie naiwnych/z problemami psychicznymi (co nie oznacza choroby--PISofobia nie jest chorobą, podobnie jak inne fobie) ludzi.

3) #Durnie: autentycznie przekonani, że Polska po wyborach 2015 obrała kurs na dyktaturę/faszyzm/demokraturę itp...; Zaczynają rozmowę Nie wolno pozwolić na demontaż państwa lub podobnym tekstem.

4) #Inni: wszyscy pozostali (w tym ludzie, którzy wydają się niezrównoważeni psychicznie i/lub funkcjonariusze stosownych służb).

Liczebność poszczególnych grup oceniam jak w powyższej wyliczance, przy czym czy #zafiksowani są liczniejsi niż #łowcyjeleni czy odwrotnie, to już nie jestem pewien. Do tego kategorie #1 oraz #3 niekoniecznie są rozłączne. Działania grup 1 oraz 2 oceniam jako racjonalne, grupy 3 jako nieracjonalne (stąd pejoratywne #durnie), zaś z grupą 4 jest pod tym względem różnie (niezrównoważeni są z definicji nieracjonalni; no a ci z służb cóż--chodzą do roboty po prostu).

Nawiasem ze znanych mi 2 osób (osobiście, nie z TV), zaangażowanych w tzw. obronę demokracji, jeden pasuje mi do kategorii #1 a drugi niestety do #3.

PS: ten tekst powstał jakieś dwa tygodnie temu. W tzw. międzyczasie lider ww. Komitetu dokonał tzw. samozaorania, ale to nie zmienia mojej klasyfikacji: Mateusz Kijowski (kategoria #2, aspirujący do koryta/łowca jeleni, ale niegramotny-amator więc game-over)

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Paradoks postępaka

Widzę w Internetach dużo kuriozalnych wpisów, w tym a zwłaszcza popełnionych przez ludzi deklarujących tzw. postępowe poglądy (przykład z niejakiego pana Wimmera -- dumnie przyznającego się do bycia (de)funkcyjnym członkiem tzw. Komitetu Obrony Demokracji -- w załączeniu).

Zrekapitulujmy zatem fakty:

#1: 25 grudnia 2016 wojskowy samolot transportowy lecący z podmoskiewskiego lotniska wojskowego Czkałowski do bazy lotniczej Hmejmim/Latakia (Syria) na noworoczne występy dla rosyjskich żołnierzy rozbija się niedaleko Soczi/Krym ok. 5.30 (czasu lokalnego/ 3.30 polskiego). Nikt nie ocalał. Giną m.in. żołnierze propagandowego oddziału Armii Czerwonej znanego pod nazwą Chór Aleksandrowa. Odział leciał zapewne wesprzeć morale (nadwątlone z całą pewnością mordowaniem kobiet i dzieci--można by sądzić po tym co piszą/nadają postępowe media na całym świecie, i nie tylko postępowe w tym wypadku BTW) rosyjskich lotników, więc chyba dobrze że nie doleciał? Niskie morale--więcej kobiet, dzieci i szpitali dziecięcych ocaleje...

#2: po serii porażek (Brexit, Trump itp.) postępacy znaleźli sobie nowego czarnego luda i nowe tłumaczenie (aka teoria spiskowa) czemu od pewnego czasu biorą spektakularnie/regularnie w djupę: niezwykle skuteczną ruską propagandę (#RuskiTroll, dawniej #CzarnaWołga). Powtórzę: skoro niezwykle niebezpieczni, bo skuteczni funkcjonariusze tej propagandy polegli, no to chyba dobrze. Oczywiście jak ginie człowiek itp, no ale na wojnie żołnierze giną--taka jest logika wojny: my albo oni, więc lepiej, że oni a nie my...

#konkluzja: nie zaraz, wielka strata dla kultury, ojej jaka tragedia. Nie-po-we-to-wana.

PS: i jeszcze kuriozalna ale i charakterystyczna dla tej grupy ludzi dyskusja po oświadczeniu p. Chabika, w tym tzw. miażdżący argument gimbazy: czy po Einsteinie też nie należało płakać, bo pracując przy bombie A był złym człowiekiem (sic!). Ach ci IYI (Intelectual Yet Idiot), może i był, ale pracował dla nas, a nie dla 3-ciej Rzeszy idioto.

środa, 21 grudnia 2016

Instalowanie skype w Fedora Linux

W zasadzie nie używam ale Elka chciała, w sumie też nie wiadomo po co. Okazało się że działa bezproblemowo, nie licząc problemu polegającego na blokowaniu ekranu logowania komunikatem o rzekomym błędzie nieprawidłowego adresu email (program nie czeka na wpisanie kompletnego emaila, tylko wyświetla okno z tekstem o błędzie i ni-chu-chu pozbyć się tego okna).

Skopiowane z tej strony.

## Doinstalowanie ew. brakujących zależności:
yum install alsa-lib.i686 fontconfig.i686 freetype.i686 \
  glib2.i686 libSM.i686 libXScrnSaver.i686 libXi.i686 \
  libXrandr.i686 libXrender.i686 libXv.i686 libstdc++.i686 \
  pulseaudio-libs.i686 qt.i686 qt-x11.i686 zlib.i686 qtwebkit.i686

## Ściągnięcie skype:
wget --trust-server-names http://www.skype.com/go/getskype-linux-dynamic

mkdir /opt/skype
tar xvf skype-4.3* -C /opt/skype --strip-components=1

## Link skype.desktop ##
ln -s /opt/skype/skype.desktop /usr/share/applications/skype.desktop

## Link icons (copy and paste all rows at once) ##
## Thank you Andrej Podzimek for this code and idea ##
for icon in /opt/skype/icons/*; do
ressuffix="${icon##*_}"
res="${ressuffix%%.*}"
ln -s "$icon" /usr/share/icons/hicolor/"$res"/apps/skype.png
done

## Update gtk icon cache (needed at least Gnome/GTK envorinments) ##
gtk-update-icon-cache /usr/share/icons/hicolor

## Create empty /usr/bin/skype file and set permissions ##
touch /usr/bin/skype
chmod 755 /usr/bin/skype

Teraz należy na przykład stworzyć plik skype w katalogu /usr/local/bin:

#!/bin/sh
export SKYPE_HOME="/opt/skype"
 
$SKYPE_HOME/skype --resources=$SKYPE_HOME $*

I to wszystko.

wtorek, 20 grudnia 2016

Moje placki z dyni i ziemniaków

Już się chwaliłem, że jestem wielkim fanem dyni. Potrafię zrobić zupę, placki a nawet ciasto (opisane w innym wpisie na tym blogu). No i zapiec w piekarniku:-) Jak wszystkie dania z dyni, które potrafię wykonać, placki są bardzo proste w przygotowaniu. Składniki:

200 g utartej na tarce dyni

200 g utartych na tarce ziemniaków (waga po odlaniu wody)

50 g cebuli (drobno posiekanej/utartej na tarce)

1 jajko (60 g)

20 g mąki tortowej

Ponadto: zielona pietruszka/szczypiorek (co kto woli), zioła (oregano/prowansalskie). Ja robię placki na ostro (jak robię dla siebie): dodaję ostrą paprykę i dużo pieprzu.

Wszystko należy wymieszać na jednolitą masę, która powinna być w miarę sucha (inaczej będzie problem z usmażeniem). Smażę na minimalnej ilości tłuszczu. Placki dają się smażyć i nie przywierają nawet jak cały olej wsiąkł we wcześniej usmażone i patelnia jest (prawie) sucha.

W tę niedzielę przygotowałem 6 powyższych porcji na okoliczność obiadu z teściową/teściem plus rodzina szwagierki, co dało 6 x 40 = 2,4kg tartej dyni i kartofli. Nie było łatwo ale dałem radę; zresztą okazało się, że grubo przesadziłem i pół placków zostało. Do placków był łosoś pieczony w piekarniku, a na deser ciasto z dyni (do tego była jeszcze zupa rybna, ale kupiona nie własnej roboty).

Montaż błotników SKS Bluemels

Ponieważ zamierzam ostro jeździć w zimie (bo zimy ostatnio się zrobiły dość łagodne) zmodyfikowałem swój rower MTB (koła 26 cali) pod kątem zabezpieczenia przed wodą. Do tej pory używałem błotników szybko montowanych: tylny -- SKS X-Tra Dry zakładany na sztycę plus jakiś tam tani przedni nasadzany na szynę przymocowaną do plastikowego korka wbitego w dziurę w rurze widelca. Patent na przedni widelec jest fajny, ale błotniki -- ponieważ jednak znajdują się w znacznej odległości od opony -- nie zabezpieczają przed wodą jak błotniki zamontowane porządnie.

Zdecydowałem się zatem na takie porządne i wybrałem SKS Bluemels. Do nabycia w CentrumRowerowym.pl za circa 95 PLN (z dostawą). Przed zakupem w CR sprawdziłem czy aby ktoś nie sprzedaje takowych na OLX. I faktycznie sprzedawał, praktycznie nowe, za 70 PLN (z dostawą). Bonusem zakupu na OLX było też to, że pierwszy właściciel poprzykręcał te wszystkie druty, nakładki i śrubki, oszczędzając mi pewnie ze dwie godziny albo i więcej.

Montaż tylnego nie stanowił problemu: mój zmodyfikowany Author Traction ma dziury na błotniki w tylnym widelcu. Z przednim było gorzej -- widelec nie ma dziur montażowych. Kupiłem zatem na Allegro, w sklepie z częściami samochodowymi, cztery aluminiowe opaski/obejmy w osłonie gumowej-- z tego co mi się wydaje te obejmy normalnie używane są do tuningu motocykli czy coś w tym stylu. Z dostawą za obejmy zapłaciłem 40 PLN, czyli więcej niż 50% tego co za błotniki. Trochę dużo ale niech tam, bez dziadowania ma być...

Plan był taki, że dwie obejmy przykręcone na dole goleni widelca posłużą do przymocowania drutów, a do dwóch przymocowanych na górze dokręcę poprzeczną blaszkę, do której z kolei przyśrubuję błotnik (za uchwyt z dziurą, który normalnie pasuje do dziury w widelcu). Na razie szukam estetycznej blaszki i prowizorycznie unieruchomiłem błotnik opaskami zaciskowymi, ale już wiem że plan był dobry i błotnik dało się elegancko wpasować tak że nie lata, nie hałasuje i da się dość szybko zdemontować/zamontować z powrotem (trzeba było w tym celu trochę skrócić druty). No dałem radę tym razem...