poniedziałek, 23 stycznia 2023

Chujom i gnidom precz

Każdego kto działa na szkodę zwycięstwa Ukrainy uważam za gnidę i skończonego chuja:

,,Myślę, że miał moment zawahania w pierwszych 10 dniach wojny, gdy wszyscy nie wiedzieliśmy jak ona pójdzie, że może Ukraina upadnie.''

Tego nie powiedział Braun czy Mikke tylko Radosław Sikorski zapytany w radiu BzDet, czy wierzy w to, że rząd PiS myślał przez chwilę o rozbiorze Ukrainy.

Jego szef Tusk zaś podobno ma świetne relacje z Niemcami. Dostał od nich prestiżową m.in. nagrodę im. Karola Wielkiego + medali więcej niż miał ich Breżniew. Bez poparcia Niemców nie byłby przewodniczącym Rady Europejskiej. I co? Jakaś krytyka polityki niemieckiej teraz? A własnego rządu? No właśnie...

sobota, 21 stycznia 2023

Trzy dni w Wenecji

Odwiedziliśmy też Padwę. Polecieliśmy w poniedziałek 9 stycznia w nocy, a wróciliśmy w piątek 13 styczna, wypełnionym może w 40% samolotem Ryanair.

Jak jest w Wenecji to każdy kto był to wie, a kto nie był to powinien pojechać. My byliśmy pierwszy raz...

Ślad ze zdjęciami jest tutaj (albo tutaj) a same zdjęcia na flickr.com.

środa, 18 stycznia 2023

Odtworzenie systemu na Sheevaplug

Padł system na Sheevie #2 w taki tajemniczy sposób, że częściowo działał, ale nie do końca. Mianowicie system wchodził w tryb awaryjny bez jakiś wyraźnych komunikatów czemu tak robi. Karta sprawdzana fsck nie wykazywała żadnych błędów.

Po dłuższej szarpaninie zdecydowałem system odtworzyć na nowej karcie a moje dane przegrać ze starej.

Ponieważ akurat ta Sheeva była czas temu aktualizowana więc miała aktualny firmware. Wystarczyło nagrać co trzeba na czystą kartę (sformatowaną jako ext2) i dalej poszło bezszmerowo w tym sensie, że cała moja instrukcja opublikowana na tym blogu jakiś czas temu okazała się w 100% aktualna.

Po zainstalowaniu systemu takim oto sprytnym skryptem ustaliłem jakie pakiety doinstalowałem z wiersza poleceń (czyli brakuje ich w nowym systemie):

!/bin/bash
#(zcat $(ls -tr /var/log/apt/history.log*.gz); cat /var/log/apt/history.log) 2>/dev/null | \
(zcat $(ls -tr history.log*.gz); cat history.log) 2>/dev/null | \
  egrep '^(Start-Date:|Commandline:)' | \
  grep -v aptdaemon | \
  egrep '^Commandline:'

Jeszcze trzeba się było dopisać do grupy dialout żeby działał pomiar temperatury (który korzysta z /dev/ttyUSB0):

usermod -a -G dialout tomek

niedziela, 1 stycznia 2023

Darrell Huff. How to lie with statistics

How to lie with statistics

Zdjęcie Gatesa (z 2015 roku) w połączeniu z faktem, że Gates finasował badania w dziedzinie epidemiologii (na John Hopkins University) stało się ,,dowodem'' dla różnych szurów, których w USA nie brakuje, iż za pandemią COVID19 stał Gates.

A book written by Darrell Huff in 1954 presenting an introduction to statistics for the general reader. Not a statistician, Huff was a journalist [...]

In the 1960/1970s, it became a standard textbook introduction to the subject of statistics for many college students [...] one of the best-selling statistics books in history.

https://en.wikipedia.org/wiki/How_to_Lie_with_Statistics

Książeczka składa się z 10 rozdziałów i jest napisana w prowokacyjny, sposób (nienaukowy). Nie była przetłumaczona na język polski. Poszczególne rozdziały można powiedzieć przeszły do legendy i jak się wpisze tytuł rozdziału do google to zwykle można znaleźć setki tysięcy stron cytujących... Osobiście nie widzę nic aż tak nadzwyczajnego w tej książce. Przedstawia kilkanaście sposobów manipulacji, w miarę oczywistych. Miejscami gubi wątek w tym sensie, że są rozdziały lepsze (zaznaczone plusem poniżej) i gorsze. Ale ponieważ jest tak znana to poniżej strzeszczenie:

r1+: a sample with the built-in bias czyli niereprezentatywność próby; że ciężko jest zebrać próbę reprezentatywną (z różnych powodów).

r2: the well chosen average czyli sztuczki nt. średniej. Zarówno co jest uśredniane (who's included), jak i jak jest uśredniane (średnia vs mediana)

r3+: the little figures that are not there. Niejasne/nieznane szczegóły wyników analizy (statystycznie nieistotne rezulataty ogłaszane bez podania, że są nieistotne--albo średnie dla rozkładów daleko różnych od normalnych)

r4: to samo co #r3 przy założeniu że pomiar jest mocno przybliżony przez co zaobserwowane różnice nie mają specjalnie znaczenia (bo ewentualny błąd jest większy niż różnice)

r5+: The gee-whiz graph aka zmyłkowe wykresy (głównie nie zaczynająca się od zera oś 0Y) (cf https://en.wikipedia.org/wiki/Gee_Whiz albo https://en.wikipedia.org/wiki/Misleading_graph)

r6+: The one dimensional picture aka zmyłkowe wykresy cd (porównywanie jednowymiarowych wielkości w 2D albo 3D; cf https://thejeshgn.com/2017/11/17/how-to-lie-with-graphs/)

r7+: semiattached figure. Using one thing as a way to claim proof of something else, even though there's no correlation between the two (teza i dowód nie są ze sobą powiązane niczym oprócz wrażenia że są; https://www.secjuice.com/the-semi-attached-figure/)

r8: post hoc Rides Again. Korelacja to nie przyczynowość; dla mnie najbardziej mętny rozdział ale też temat chyba najtrudniejszy do przybliżenia na poziomie Idiots Guide

r9: How to statisticulate: Misinforming people by the use of statistical material might be called statistical manipulation, in a word, Statisticulation. (ten rozdzialik to podsumowanie r1--r8)

r10++: how to talk back to statistics. Dwa plusy to nie przypadek bo chyba najciekawszy: Jak się nie dać oszukać kiepskiej statystyce w pięciu krokach.

Pięć kroków Huffa

Who Says So? (ludzie mają interesy, osoby zainteresowane mogą nie mówić prawdy);

How Does He Know? (pomiar jest często wysoce wadliwy);

What's Missing? (analiza jest niejasna/niepełna);

Many figures (liczb nie rysunków) lose meaning because a comparison is missing. Mój przykład: kobiety w PL nie rodzą dzieci; przeciętny wiek matki w momencie urodzenia dziecka to 27 lat. [czego NIE powiedziano: W całej Europie tak jest]

Did Somebody Change The Subject? (czy teza i dowód są logicznie powiązane czy tylko sprawiają takie wrażenie)

Does It Make Sense? (ogólnie czy coś z tego wynika na poziomie zdrowego rozsądku)

Bibliografia

Darrell Huff. How to lie with statistics (142 strony/a5) https://en.wikipedia.org/wiki/How_to_Lie_with_Statistics

niedziela, 20 listopada 2022

Projekt-Z: sezon 2022

Trzeci sezon uprawiania działki na zawodziu.

Powiększyłem areał i w tym roku miało być jeszcze lepiej niż w zeszłym. Trochę mniej pomidorów, bo 1,5 szklarni zamiast dwóch jak w poprzednim; więcej ogórków i fasoli na suche ziarno. Więcej dyni i wszystkie hokkaido za wyjątkiem jednego giganta. Reszta z grubsza tak samo. Schemat nasadzeń przedstawia diagram.

Falstart nastąpił już na etapie flancy. Niewiele mi się wyhodowało i musiałem kupować (pomidory/papryka). Flance ogórków mi się nie udały ale dosiałem więc w sumie nie był to problem. Flance dyni/cukinii/kabaczków też rosły z oporami, ale posiałem drugi raz i nawet miałem całkiem ładne (optycznie)...

Pomidory w szklarni niektóre były ładne, inne małe i z małą ilością owoców. Zebrałem mimo tego 85 kg pomidorów, ale gdyby wszystkie krzaki były normalnej wielkości pewnie miałbym ze 120kg. Ogórki szklarniowe OK.

Fasola szparagowa rachityczna; mimo dosiewania niewiele urosło. Kompletna porażka. Fasola na suche ziarno też rosła opornie i wiele strąków nie dojrzało do zimy. Dynie/kabaczki/cukinie to już zupełne fiasko, do tego nie wiem czemu.

Buraki miejscami małe i bardzo małe. Marchew OK. Selery i pory mniejsze niż w zeszłym roku. Ogórki gruntowe tak sobie: niektóre flance się nie rozwinęły, ale że dużo posiałem to też dużo zebrałem. Ogórki gruntowe na podporach to głupi pomysł się okazał. Oprócz dodatkowej roboty nie widzę żadnych zysków.

Truskawki kupione za ciężki pieniądz w połowie zmarniały. Posadzone na ciężkiej ziemi może dlatego. Dużo lepiej wyglądała Malwina z OLXa kupiona za psi grosz...

Zbiory: buraki 25 kg; cukinie+kabaczki 18.5 kg; dynia 8.0 kg; fasola szparagowa 5 kg; fasola suche ziarno 3 kg; marchew 30.0 kg; ogórki 60.0 kg (w tym szklarniowe 15.0 kg); papryka 3.0 kg; pomidory 85 kg; truskawki 16.3 kg. Razem wszystko ważyło prawie 260 kg. Do tego jabłka, rabarbar, maliny oraz szczaw, sałata, pietruszka (mała ilość), cebula (też mało) i czosnek (także), które nie były ważone. Razem wszystko ze 300 kg pewnie.

wtorek, 15 listopada 2022

Kilometry dla Gdańska 2022

Namówili mnie to wziąłem udział, chociaż uważam tenże konkurs za typową lipę za cudze pieniądze (LzCP).

No więc regulamin jest taki, że należy dojeżdżać rowerem do pracy; za dojechanie/odjechanie do miejsca zdeklarowanego jako praca dostaje się 50 punktów. Za kilometr przejechany 1 punkt. Za każdy odcinek dodatkowe 10 punktów (jeżeli od poprzedniego odcinka upłynęło minimum 30 minut.) Czyli każdy odcinek to tyle punktów ile kilometrów plus 50 lub 10 punktów w zależności czy się zaczęło/zakończyło w pracy lub nie. Jest rywalizacja indywidualna ale też jest zespołowa, w której liczy się wszystkich jeżdżący w firmie. Firmy są podzielone na kategorie a moja Powiślańska Szkoła Wyższa w Gdańsku jest w grupie ,,Uczelnie''. Wynik zespołowy to liczba kilometrów/punktów podzielona przez liczbę zatrudnionych/studentów (także tych niejeżdżących). Zatem im więcej jeździ w firmie tym ten wskaźnik będzie wyższy.

Ma to teoretycznie sens, ale w praktyce i grupie ,,uczelnie'' już niekoniecznie (w innych może jest inaczej nie patrzyłem). Że frekwencja jest żenująco znikoma (0,5% w grupie uczelni przyznajmy że to porażka--kto ma jeździć na rowerze jak nie studenci), to mała firma z jednym ,,koniem'' ma lepszy wskaźnik, bo się dzieli na mniejszą liczbę tych co nie jeżdżą. No to w naszej szkole ,,koniem'' jestem ja. Szczegóły niżej:

  szkola     s   c         p
  ---------------------------
     psw    350   2 0.5714286
     gum   6150 139 2.2601626
     awf   1950  30 1.5384615
      pg  14500  90 0.6206897
      ug  21500  52 0.2418605
     asp    800   3 0.3750000
 ateneum   1300   2 0.1538462
     wsb  15200  19 0.1250000
     wsz   2000   4 0.2000000

Przy czym: s to zadeklarowana przy rejestracji liczba studentów (tak mi powiedział kolega co rejestrował PSW; czemu tylko studentów a nie studentów + pracowników to ja nie wiem); c to liczba cyklistów, czyli tych co jeżdżą (u nas dwie osoby); p to s/c $\times$ 100 czyli w procentach ci co jeżdżą do liczby studentów. Jak widać GUMed ma najwięcej 2.26% my zaledwie 0.57%. Moim zdaniem WSB się rąbnęło, nie wierzę że w GDA studiuje tam 3/4 tego co UG; ich strata...

Łącznie jeździ 340 cyklistów, łącznie zadeklarowano 63750 studentów. Wychodzi 0.53% czyli nędza. BTW szkół z niezerowym wynikiem jest 9 (jest jeszcze kilka zgłoszonych, ale tam nikt nie jeździł)

Powyższe wartości są przybliżone, bo w aplikacji rejestrującej/publikującej wyniki nie ma danych ile kto podał studentów, ale to można obliczyć. Aplikacja podaje ,,kilometry na studenta'' z dokładnością do jednego miejsca po przecinku oraz łączną liczbę kilometrów. Więc wystarczy podzielić tę łączną liczbę przez p, żeby uzyskać s.

BTW wszystkich cyklistów w GDA jest około 6 tys. Co jak na 450,000 (oficjalnie) miasto stanowi 1.3%. Około 3700 z tych 6 tysięcy przejechało więcej niż 1km/dzień, co daje 3700/450 tys = 0,8%. Faktycznie jest jeszcze mniej, bo ja np. nie mieszkam w GDA.

Konkurs zaczął się 12. września a trwał do 13 listopada. Z grubsza dwa miesiące. Od 13 października (czyli z grubsza od drugiej połowy) punkty wg powyższych zasad były mnożone przez dwa (tj. za przyjazd/odjazd z pracy na przykład dawali 100 a nie 50). Ja się zapisałem 24 września co oznaczało, że za 12 pierwszych dni nic mi nie zapisali. Mój ,,dojazd do pracy'' wyglądał następująco. Mam otóż działkę na Olszynce gdzie często jeżdżę. Po drodze na działkę jest PSW. Wystarczyło stanąć i zrobić 30 minut przerwy żeby regulaminowo dostać 100 punktów (Pellowski zarobił, który jest w pobliżu.) Powyższe to najpopularniejsza trasa z wielu wariantów, a ślady (prawie) wszystkich tras są poniżej na mapce.

Punkty można było wymienić na nagrody. Do wygrania były bluzy, bidony, sakwy, drobne akcesoria rowerowe oraz skarpety. Skarpety były najtańsze, do wygrania już 777 punktów, sakwy/bluzy za prawie 8 tys. Były też nagrody na 4/3 tysiące. Skarpety się skończyły tak na początku listopada, co uważam za promocyjne dziadostwo. Gdyby ich zamówili więcej ile by zapłacili więcej? Obstawiam że niewiele... A tak podejrzewam, że wielu uczestników nie wygrało nic, bo 8 tysiaków nie uskładali, a skarpety--jedyna tania nagroda, którą mogliby traktować jako pamiątkę z imprezy się przewcześnie skończyła. No tak to jest w Gdańsku...


Mój udział w KdG2022

Wszyscy

Aktywni

Wyniki są takie, że przejechałem 3294km co przeliczyło się na 11060 punktów. Ten co wygrał przejechał 12138km (26 tys punktów); trzeci przejechał 9,3 tys km a dziesiąty prawie 7,0 tys km. To są oczywiście absurdalne dystanse (odpowiedno 6.0, 4.6 oraz 3.5 tys/mc.; dla tych co nie wiedzą: kolarz zawodowy przejeżdża około 3 tys/mc przy czym jedzie znacząco szybciej, więc zajmuje mu to mniej czasu). Moje ślady przedstawia górny rysunek obok.

W konkurencji uczelni PSW wygrało (44 punkty/10,9 km); przed GUMedem (34/4,5). Szczegółowe wyniki są następujące:

  szkola    km/s p/s    kmt      c/c1
  ------------------------------------
     psw    10.9  44   3806,3    2/2
     gum     4.2  34  26147,7  139/75
     awf     4.5  32   8710,3   30/22
      pg     2.3  16  33285,0   89/69
      ug     1.7  11  37859,5   52/48
     asp     1.1  13    878,2    3/3
 ateneum     1.0   7   1233,2    2/1
     wsb     0.4   2   6506,1   19/15
     wsz     0.3   3    640,6    4/1
  ------------------------------------
    Razem      x   x 118426.0  340/235

Przy czym: km/s to wskaźnik kilometry/studenta; p/s to punkty na studenta; kmt to łączna liczba kilometrów; c to liczba cyklistów; c1 to liczba cyklistów, którzy coś przejechali w ogóle. Jeżdżący cykliści to 70% liczby wykazywanej w aplikacji BTW.

Niektórzy jeżdżą więcej niż symbolicznie. Załóżmy że aktywny cyklista to taki to dojeżdżał do pracy w 2/3 wszystkich dni pracujących (30 dni w okresie konkursu). Zakładając minimalny dystans dojazdu równy 1,5 x 2 = 3.0 km x 30 dni. Daje to 90km... Takich aktywnych cyklistów było 162 tj. nieco mniej niż połowa tego co wykazuje aplikacja (47,6% albo 162 osoby). Aktywni przejechali 98% całkowitego wykazywanego dystansu (116051.0 km). Rozkład ogólnego dystansu przedstawiają wykresy obok (środkowy wszyscy jeżdżący/dolny tylko aktywni.)

Reasumując: wygrali nie tyle ci co jeżdżą do pracy ale ci co jeżdżą w pracy albo jacyś fanatycy co tylko jeżdżą, ale nie do pracy bo już na to nie mają czasu. Frekwencja zaś była znikoma (np. ledwie 160 aktywnych cyklistów wśród studentów/pracowników wszystkich Gdańskich szkół wyższych). Jeżeli toto miało promować rower jako alternatywę dla samochodu to nie wyszło, bo bez konkursu też by jeździli (tacy jak ja na przykład). Liderzy konkursu byli zaś jaskrawym jeżdżącym przykładem wypaczenia jego idei. Do tego nagrody się skończyły przedwcześnie i nie wszyscy dostali nawet głupie skarpety. Czyli promocyjnie też klapa. Zatem typowe dulkiewiczowanie (od cwaniakowanie) za publiczne pieniądze (Kto miał zarobić to zarobił a piniondz sam się nie wyda....)

Dane i skrypt do obliczeń jest tutaj.

niedziela, 23 października 2022

Wycieczka do Salerno

W niedzielę przed 6:00 pojechałem pod Organikę (taki budynek w centrum Gdańska) zaliczyć przejazd w konkursie KdG; poczekałem 30 minut i wróciłem. W ten sposób dodałem 130 punktów do swojego dorobku; który w tym momencie wynosił około 2300.

Około 8:30 pojechaliśmy z Elką do Modlina. Lot planowo 14:10, ale start się trochę opóźnił. Po przylocie do Neapolu, alibusem podjechaliśmy pod stację kolejową, Elka kupiła bilety w automacie i pojechaliśmy koleją do Salerno, gdzie byliśmy 17:45. Teraz piechotą na kwaterę, odległą jakieś 2 kilometry, ale stromo pod górę. Około 20:00 poszliśmy na pizzę neapolitańską. Ponieważ prognozy były takie, że następnego dnia ma ulewnie padać, to nic nie planowaliśmy.

Rano prognozy się zmieniły: nie ma padać (i nie padało). Poszliśmy zwiedzać miasto, w tym a zwłaszcza katedrę gdzie są szczątki ewangelisty Mateusza i papieża Grzegorza VII. Podróż statkiem była też rozważana, ale w końcu nie popłyneliśmy. Pojechaliśmy za to zwiedzać zamek (autobusem); powrót już piechotą do domu a po drodze obiad (po 15 EUR). Po południu Elka do konserwatorium, a ja jeszcze raz na zamek, piechotą i krótszą drogą. Potem zrobiłem zakupy w Carrefour Expressie i do domu. Jutro w planach zwiedzanie Pompejów. Stojąc na przystanku i czekając na autobus który nas zawiózł na zamek ustaliliśmy, że do Pompejów jeździ autobus numer 50 i że pierwszy jest o 7:35. Okazało się, później że ten sposób dojechania do Pompejów niekoniecznie jest najlepszy...

Rano pobudka koło 6:00, jedziemy tym autobusem numer 50. Autobus zawija do okolicznych miasteczek, wlecze się niemiłosiernie, hamuje, przyśpiesza, zakręca co chwila o 90 (i lepiej) stopni. Mało komfortowo. Dojeżdżamy, kupujemy bilety, czekamy chwilę, bo otwarcie o 9:00 Zwiedzamy do 12:00. Potem Elka wraca a ja mam wspiąć się na Wezuwiusza. Jadę w tym celu autobusem (za 3,5 EUR w jedną stronę), który dojeżdża około 13:00 na parking około 1000mnpm, ostatnie 200m (40 minut) na piechotę ale jak się ma bilet, bo jest bramka i trzeba takowy mieć. Ja nie mam, w kasie już nie ma -- wyprzedane. Trzeba online kupić i wtedy się jedzie na pewniaka. Takich bez biletu jak ja jest więcej... Wracamy rozczarowani.

Nietrywialny jest powrót z Pompejów do Salerno, bo nigdzie nie ma przystanku z linią 50. Tzn przystanki są, tylko oznaczeń nie ma. Pytam się na stacji; oni że jest autobus TrenItalia sprzed dworca. Kupuję bilet i mam szczęście, bo autobus do Salerno właśnie czeka. Nigdzie nie skręca, jedzie szybko i prosto do Salerno. Dużo bardziej komfortowy niż ten rano. W tym sensie ten numer 50 rano to był średni wybór. Kupuję jeszcze po drodze parę rzeczy w Carrefour Expressie i około 18:00 wracam do domu. Jutro powrót, pociąg przed 8:00 do Neapolu, samolot 13:35...

Zgodnie z planem jedziemy do Neapolu, robimy kilkukilometrowy spacer po mieście i około 11:00 jedziemy na lotnisko. Lot lekko opóźniony. Około 21:30 jesteśmy w domu. Cała podróż trwała około 84h...

Ślad ze zdjęciami jest tutaj (albo tutaj) a same zdjęcia na flickr.com.

poniedziałek, 19 września 2022

Owce Dulkiewiczowej

Owiec było 15 + 450 tys (mieszkańcy Gdańska)

Że projekt był oszustwem, które skończyło się kompromitacją to wszyscy wiedzą, że projekt był ekonomicznie bez sensu od początku to już mniej osób wie, bo trzeba było w tym celu obejrzeć ową ,,łąkę z owcami''. Że to się mieściło na Olszynce czyli obok mojej działki, podjechałem...

Zatem reklamowany jako Nietypowa atrakcja i zarazem ekologiczny eksperyment [którą] zamierza przeprowadzić na Olszynce Gdański Zarząd Dróg i Zieleni. Znajdująca się tuż nad Opływem Motławy łąka nie będzie koszona tradycyjnymi urządzeniami spalinowymi, lecz oddana do dyspozycji... owcom. Życie 15 zwierząt będzie można podglądać przez kamerkę internetową. (cf https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Zywe-kosiarki-nad-Oplywem-Motlawy-Gdansk-zatrudni-owce-do-utrzymania-zieleni-n169455.html)

Więc ,,łąka nad Opływem'' to na oko ma 100ha albo i lepiej; owce ogrodzono na czymś co miało jak 0,5 hektara to dobrze. Czyli nietradycyjnie koszono ok 0,5% całości areału przez 3 miesiące za 150 tysięcy. Gdyby eksperyment się udał i w związku z tym cały obszar był koszony ,,ekologicznie'', to prosty rachunek wskazuje, że za całość zapłaciliby ,,drodzy Gdańszczanie'' 60mln . Nie wierzę, że kilkukrotne skoszenie 100ha łąki ,,mechanicznie'' kosztuje 60 balonów, nawet nie wierzę że 6.

piątek, 16 września 2022

Niemcy byli gotowi na gesty wobec Polski

Temat reparacji wrócił. Nie żebym uważał Kaczyńskiego za geniusza, myślę że wręcz przeciwnie, że nawet się nie spodziewał się, że opozycja i niechętne PiSowi media to aż tacy idioci. Zamiast działania PiSu skrytykować merytorycznie (że słabo przygotowane, że mało wiarygodne itd/itp) pojechali po bandzie: PL się nie należy, Niemcy to nasi przyjaciele itp...

Najbardziej żałosną zagrywką w/s reparacji wojennych -- -- popisała się Rzeczpospolita publikując tekst panów Jędrzeja Bielecki und Michała Szułdrzyńskiego pn Niemcy byli gotowi na gesty wobec Polski. Spór o reparacje to uniemożliwia. Ich zitiere:

To jest inicjatywa kontrproduktywna. Polskie władze uderzają tam, gdzie nie ma drzwi, a jest tylko ściana. Bo drzwi są gdzie indziej -- mówią Rz źródła rządowe w Berlinie. -- Niemcy byłyby gotowe pokazać powagę, z jaką traktują swoją historyczną odpowiedzialność za krzywdy wyrządzone Polsce poprzez symboliczne gesty, jak pomnik w Berlinie poświęcony polskim ofiarom wojny, wsparcie humanitarne dla pozostających w potrzebie jeszcze żyjących ofiar niemieckiej okupacji czy udział w planowanych lub realizowanych projektach odbudowy, jak warszawskie pałace Saski i Brühla. Ale to nie jest możliwe w obecnej atmosferze, bo każdy taki gest byłby traktowany jako ustępstwo pod presją polskich władz. I to ustępstwo dalece niewystarczające. Polska inicjatywa prowadzi więc do usztywnienia stanowiska Niemiec.

Problem w tym, że ja uważam to za kłamstwo a źródła rządowe w Berlinie za lipę; żaden organ niemiecki z czymś takim nie wystąpił, a komentarze Niemców były takie, że nie dadzą i już. W tej sytuacji żenujące jest co najmniej wymyślanie za Niemców takich dziecinnych opowieści jak powyższa...

Nawiasem mówiąc jestem mocno sceptyczny i na żadne reparacje nie liczę. Niewątpliwie jednak podniesienie tego problemu na pewno nie jest żadną zbrodnią; czy zaś jest roztropne czy nie, to się zobaczy. Niemcy, zaraz za Rosją wydają się mocno przegrane nieudaną napaścią Rosji na Ukrainę, która wiele rzeczy przewartościowała. Nagle się okazało na przykład, że silna armia się jednak liczy, no a oni (Niemcy) nie tylko nie mają armii, ale mają tak kompletnie zdemoralizowane społeczeństwo, że odtworzenie tejże armii będzie dużym problemem. I co szkodzi im jeszcze bardziej dokopać w takiej sytuacji? Nie tylko nic nie szkodzi, ale wręcz trzeba, bo takie są reguły gry...

Drugim nawiasem mówiąc ww. idioci z opozycji po kilku dniach doszli do słusznego wniosku, że strzelają sobie w kolano. Na czele z hersztem, któremu przypomniano co mówił w Sejmie kilkanaście lat temu (cf https://orka2.sejm.gov.pl/Debata4.nsf/main/3E1A2D54)

środa, 14 września 2022

Wycieczka na Roztocze i do Sandomierza

dzień 1: poniedziałek

Pobudka 5:00, ale się grzebałem więc wyjazd około 7:00 dopiero. Ja rowerem Elka ma mnie dogonić samochodem:-) startując około 10:00. Jadę przez Sobieszewo do Elbląga gdzie mnie zgarnia -- zgodnie z planem -- Elka, co wyjechała 9:30 (spotkaliśmy się 10:30); przejechałem 80km. Potem jedziemy już samochodem do Zwierzyńca, miasteczka obok słynniejszego Szczebrzeszyna. Robimy jedną przerwę w Garwolinie, gdzie jemy obiad w bardzo dobrym barze wietnamskim, a ja potem lody cukierni obok (bardzo dobre i tanie.) Po 18:00 docieramy do Szczebrzeszyna, który zwiedzamy naprędce. Po 19:00 docieramy do Zwierzyńca a stąd do miejscowości Sochy gdzie mamy kwaterę (3 km od Zwierzyńca). W Sochach nie ma zasięgu--telefony nie działają a Internet działa jak 30 lat temu:-(

dzień 2: wtorek

Rano pobudka 5:20 około 6:00 wyjechałem rozpoznawczo na przejażdżkę; zimno jak piorun (podobno 3C). Dojechałem do Józefowa, gdzie straciłem pół godziny usiłując odnaleść pomnik żydowskich ofiar batalionu 101 kierując się planem napotkanym w tymże Józefowie. Po przejechaniu 50km wróciłem do domu przed 9:00. Elka już na nogach więc poszliśmy na dwa szlaki wokół Zwierzyńca. Potem jedziemy do Józefowa raz jeszcze, ale przedtem na obiad. Że w Zwierzyńcu nic nie znaleźliśmy to jedziemy do Józefowa. Tam zaczynamy od pierogarni Józefowskiej, potem do cukierni u Dzidy. Pierogarnia taka PRLowska w klimacie...

Szukamy tego pomnika i znowu ni-hu-hu; oglądamy wieżę widokową, kamieniołom i żydowski kirkut. W przypływie olśnienia zamiast planu z Józefowa, po prostu wpisuję do google "pomnik żydowskich..." Jest w zupełnie innym miejscu niż na planie. Jedziemy, oglądamy, wracamy. Na kolację pijemy 1l piwa kupionego w Zwierzyńcu (bo tu jest browar); bardzo dobre...

dzień 3: środa

Rano pobudka znowu około 5:20 i około 6:00 wyjechałem, znowu zimno jak piorun ale jestem lepiej ubrany, bo kupiłem rękawice ogrodnicze (innych nie było) a na głowę ścierka z kuchni (czapki też nie było w sklepach z ciuchami--nie sezon jeszcze); Przez Józefów i Tomaszów dojeżdżam około 8:30 do Bełżca. Muzeum zamknięte, otwarte od 9:00. OK, kręcę się trochę po okolicy potem ogladam muzeum. Elka dzwoni przez messangera (bo w Sochach przypominam nie ma zasięgu), że ma pomysł na dalszą część dnia w okolicach Suśca. To mi nawet pasuje. Umawiamy się na spotkanie 10:30 w Suścu. Dojeżdżam, rower do bagażnika i idziemy na szlak pn rezerwat Szumy na Tanwi. Łazimy prawie do 14:00, potem do Józefowa na obiad. Powtórka z wczoraj: pierogarnia + cukiernia. Potem zwiedzamy inny rezerwat: czarcie Pole. Około 17:00 wracamy na kwaterę. Jadę do Zwierzyńca po pieniądze z bankomatu i piwo. Wracam kolo 18:00.

Dziś przejechałem 90+10,około 100km Jutro w planach kajaki i wyjazd o Szczebrzeszyna a może i Frampola (rano)

dzień 4: czwartek

Rano pobudka jak zwykle; w planach jazda do Frampola i Szczebreszyna i to wszystko w 3 godziny. Kompletnie nierealne. Jakoś z mapy mi wyszło, że to bardzo blisko. Pogubiłem się dwa razy z trasą na Frampol i odpuściłem sobie Frampol i Szczebrzeszyn, ale przejechałem 55 km. Wróciłem za to dość wcześnie bo następny punkt pobytu dopiero zaplanowany na 11:00.

O 11:00 jedziemy z kajakiem do Zwierzyńca (nb kajak tu akurat kosztuje drożej niż na Kaszubach -- 130 PLN); circa 11:30 zaczynamy a po po 15:00 jesteśmy na miejscu w Szczenrzeszynie (Żydowskie miasto jak się dowiadujemy:-) w drodze powrotnej od naszego gospodarza; w sensie że w Zwierzyńcu Żydów nie było); trochę mniej niż planowane 4h Rzeka i spływ rewelacja, zmienne krajobrazy, dużo przeszkód w wodzie w tym trzy progi (i jedna przenioska); potem już późny obiad (tym razem w Pierogarni w Zwierzyńcu) i koniec programu na dziś...

dzień 5: piątek

W nocy mocno padało, rano mży ale my transferujemy się na zachód do Sandomierza, do którego docieramy około 11:00. W Sandomierzu piękna pogoda, która ma się popsuć jutro. Kwaterę mamy od 15:00 więc parkujemy samochód i zwiedzamy starówkę, w tym muzeum dom Jana Długosza (ciekawe ekspozycje.)

Po obiedzie idziemy na kwaterę; którą mamy niedaleko starówki na lewobrzeżnym Sandomierzu. Prawobrzeżny się dowiadujemy to taki Sopot-Kamienny-Potok vs Sopot-okolice-Mola. Żartuję, że Sandomierz to żydowskie miasto na Polsko-Ukraińskiej granicy. Coś w tym jest potwierdza gospodarz :-) Na Wiśle była granica województwa Lwowskiego przed wojną...

Potem jedziemy na Pieprzowe Góry. Tutaj parkujemy u faceta na posesji za 10 PLN/godzinę, bo nie ma innej możliwości, idziemy dalej następny facet ubolewa, bo podobno jest darmowy parking, ale w innym miejscu i szkoda że tam nie trafiliśmy, po czym kasuje od nas kolejne 5 PLN od głowy w sumie nie wiadomo za co... Wracamy na kolację a potem idziemy na pokaz pn teatr ognia na rynku

dzień 6: sobota

Pobudka 5:00, wyjazd nawet przede 6:00; w planach Annopol przez Zawichost, drogą 77 (pusta). W Dwikozach skręcam na winnicę a potem jadę dalej na Wysokie Góry (wieś); droga malownicza bo przez wąwóz lessowy (+10% nachylenia) potem takim samym wąwozem lessowym zjazd do Dwikoz. Do Annopola nie dojeżdżam, bo chcę wrócić na 9:00. Po drodze skręcam na Pieprzowe Góry żeby sprawdzić jak to wygląda rano. Żywego ducha jest 8:55. O 9:00 przyjeżdża jednak jakiś gość i coś ode mnie chce; nie wdaję się w rozmowę i jadę do Sandomierza. Czyżby ci kasjerzy działali od 9:00?

Pogoda jest pochmurna, idziemy zwiedzać muzeum na Zamku (ciekawe) potem idziemy nad Wisłę nie mając nic lepszego do roboty, potem obiad i zwiedzanie podziemi; W międzyczasie zaczęło padać. Wracamy do domu. Idziemy na mszę na 17:30. Jutro wyjazd do domu 8:00

dzień 7: niedziela (powrót)

Pobudka 6:00, wyjazd 8:00; Pada mocno aż do Warszawy, potem coraz lepsza pogoda Po drodze zjedliśmy obiad w barze Okoń koło Pasłęka. Kupa luda przy stołach. Jedzenie dobre ale chyba dość drogo (nie pytałem się Elki ile zapłaciła). Zatrzymaliśmy się na działce i pozbieraliśmy to co urosło przez tydzień (m.in 4kg pomidorów); Do domu dotarliśmy około 17:00.

Ślad ze zdjęciami jest tutaj (albo tutaj) a same zdjęcia na flickr.com.

Trip to Roztocze

So we went to Roztocze region, which is at the south-east of Poland. We stayed near Zwierzyniec--small town next to also small but much more famous Szczebrzeszyn. Szczebrzeszyn is peculiar because it contains `sz' (twice) `cz' and `rz' sounds, which are extremely difficult to pronounce for foreigners. So Szczebrzeszyn is near-impossible to pronounce for strangers. There is also a short poem by Jan Brzechwa (for children so every Poles knows it) which starts from ``W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie'' (cf short video)

We arrived to Szczebrzeszyn about 18:00 and made a quick 1 hour tour. Then we went to Zwierzyniec or to be precise to Sochy--a village 3km away from Zwierzyniec. Next day we walked around Sochy/Zwierzyniec and went by car to another small town Józefów. In Wednesday we visited famous Nature reserve ``Cascades on Tanew River'' (cf https://roztocze.love/p4871) and similar reserve on river Sopot nearby. In Thursday we completed a kayak trip from Zwierzyniec do Szczebrzeszyn on river Wieprz. The best kayak trip ever.

In Friday we moved west to Sandomierz, a medium-sized city at the Vistula river (160 km from Cracow); It is an old town in the center of an interesting region. We stay there for two days. We returned home in Sunday about 18:00

Photo-track of our is here and the photos are available at my flickr account.

The weather was sunny and warm Monday--Friday and cloudy but (almost) no rain in Saturday. Perfect.